okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2015 >> Wkręceni w szkockie wiatry

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Szkocja


Wkręceni w szkockie wiatry

Sonia Pańta
Droga w kierunku zachodnich krańców wyspy Lewis była tylko zapowiedzią gór, wiatrów i pięknych widoków
Ten wyjazd ma dwa synonimy. Plażowa rozpusta – doprawdy, nigdy nie spodziewaliśmy się, że właśnie tutaj znajdziemy jedne z najpiękniejszych plaż naszego życia. Wichrowy obłęd – bynajmniej nie zaskoczył nas fakt, że na wyspach wieje, ale ten wiatr potrafi wyjątkowo mieszać w głowach.
 
Szkocja, a dokładniej jej północne krańce, czyli Hebrydy Zewnętrzne. Lewis i Harris, największa w archipelagu. Myśleliśmy o tym miejscu od czasu wizyty na pięknej szkockiej wyspie Sky. Potem przyszedł czas na Islandię, która rozpaliła w nas chęć przemierzania rozległych i surowych krain na rowerach. Po tych doświadczeniach musieliśmy się tu zjawić i to w pełnym rynsztunku – z rowerami, przyczepką, namiotem, prowiantem, zabezpieczeni w nieprzemakalne okrycia. Z uśmiechami na twarzach, wyczuwając nową przygodę, wysiedliśmy na tonącej w chmurach wyspie Lewis. 
Jak znaleźliśmy się tutaj? Całkiem szybko, choć była to kilkuetapowa podróż. Bilety lotnicze do Glasgow (alternatywą jest Edynburg) kupiliśmy już dawno temu, korzystając z promocyjnych ofert tanich przewoźników. Stamtąd należało się dostać do któregoś z portowych miasteczek na północnym wybrzeżu, by złapać prom na wyspę Lewis. Do wyboru mieliśmy Ullapool lub Uig, oddalone o 360 lub 272 kilometry. Po głębszej analizie kosztów oraz czasu, jaki pochłonęłaby podróż autobusem, pociągiem, a nawet lokalnym samolotem, zdecydowaliśmy się na wynajem samochodu. I to była najlepsza opcja. Mogliśmy wyruszyć do celu prosto z lotniska, zamiast marnować czas i pieniądze na nocleg w Glasgow, dojazdy, przesiadki i dopłaty za nadbagaż. W samochodzie mogliśmy zostawić rzeczy przydatne w podróży, ale już niekoniecznie na rowerach. Mogliśmy w nim nawet przenocować, bo kiedy dotarliśmy do Ullapool, ciągle mieliśmy kilka godzin do porannego promu. 
 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Sonia Pańta