okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2015 >> Enduro, ciernie i karabiny

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Izrael


Enduro, ciernie i karabiny

Jakub Biernacki
Luźne kamienie, ostre skały, wydmy i palące słońce – pustynia Negew

Jesienne popołudnie, na dworze robi się coraz przyjemniej – już tylko 27 stopni. Siedzę w zuli – dużym namiocie wyłożonym materacami i kocami. Za płachtą pustynne widoki, ale w środku panuje przyjemny cień, jest prąd i chłodne napoje. Jutro wracam do Polski i staram się pozbierać wspomnienia z kilku poprzednich dni, spędzonych na rowerowych górskich szlakach w Izraelu. 

Izrael to jedno z najmniejszych państw świata i choć swą powierzchnią odpowiada województwu zachodniopomorskiemu, ma dostęp do trzech mórz, wysokie góry, pustynię i jest kolebką trzech religii. Chcecie go zobaczyć w tydzień? Chyba żartujecie! 

Moja grupa to pasjonaci enduro z kilku krajów, którzy przyjechali do Izraela na zaproszenie Izraelskiego Rządowego Centrum Turystyki. Nie wszyscy przywieźli rowery ze sobą, część z nas skorzystała z tutejszej wypożyczalni, która zaopatrzyła nas w bicykle z pełnym zawieszeniem i oponami przystosowanymi do suchych, skalistych i piaszczystych szlaków. Wszyscy za to mamy ochotę na ostrą jazdę po górach – choć Izrael nie jest kierunkiem, który powszechnie kojarzy się z jazdą na rowerze, warto go poznać właśnie od tej strony.

To niewiarygodne, jak wiele tutejszych aut porusza się z przymocowanymi na stałe bagażnikami na rowery. Zwłaszcza że przed jazdą na dwóch kołach po tutejszych drogach przestrzegają wszyscy: przewodnicy, mieszkańcy, stewardesy w samolocie, a także moja mama. Ani na mnie, ani na moim przyjacielu z Włoch nie robiło to jednak wrażenia, gdyż i u nas, i we Włoszech kierowcy wykazują się fantazją nierzadko większą od tych w Izraelu. 

Nasi przewodnicy bardzo uprzejmie i stanowczo odmawiają nam jednak możliwości pokonania około 30 kilometrów asfaltem. Tutaj na szosie nikt rowerzystów się nie spodziewa, a przy jedynej drodze, na której widziałem jeżdżących cyklistów, stały dziesiątki gigantycznych znaków nakazujących zachowanie ostrożności. 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Jakub Biernacki