okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2015 >> Dokąd koła poniosą

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Dokąd koła poniosą

Sławomir Bajew
 

 Weroniko, moja ciekawość zaspokojona, podziw wzbudzony, ale też pojawiła się obawa przed podjęciem rywalizacji, kto dotrze do domu szybciej po ewentualnym spotkaniu. Jak Ty masz tak niewiele w sakwie, to ja ze swoimi młotkami, imadłem i przenośną frezarką (że nie wspomnę o podręcznej glebogryzarce i małej kosie), wożonymi na wszelki wypadek w sakwie, nie mam żadnych szans. A czy wiesz, co dla faceta oznacza przegrać z kobietą? Pewnie się domyślasz, więc może spotkajmy się, pogadajmy o rowerach i ludziach, ale wracajmy nie na czas, tylko po prostu chłonąc to, co zdarzy się po drodze. Wyznam, że ten sposób jest moim ulubionym: jazda bez presji, z równie prawdopodobną opcją zwiedzania, jak i niezwiedzania. Wolność, o której wspominałaś, ma w moim przypadku silny odcień p o w o l n o ś c i. Zawsze podziwiałem odwagę podróżników nocujących gdzie się zdarzy. A jeśli to jest kobieta, podziw jest sto razy większy. Sam należę do raczej ostrożnych stworów, które przed położeniem się w paśniku chroni nadmierna wyobraźnia, jaki to zacny – mniej lub więcej – pan na kniei mógłby mnie zeżreć. Więc wersja noclegu w paśniku u mnie kompletnie odpada. 

Powiadasz, iż do pełni szczęścia brakuje Ci dwumiesięcznego urlopu... To rozumiem, a nawet więcej: chciałbym dwa miesiące być porządnie zajęty, a przez pozostałych dziesięć móc tarabanić się po świecie z moimi, jak się okazuje, mocno wypakowanymi sakwami. Wsiadam czasami na rower i jadę, dokąd koła poniosą, również odwiedzając bliższych i dalszych znajomych. Wychodzi na to, że jest to zawsze świetny pretekst do rozmów mniej i bardziej poważnych. Przeważnie poważnie słyszę, ja też bym tak chciał(a), na co odpowiadam, że przecież nic nie stoi na przeszkodzie, ale potem padają różne ale, ale, ale, no coś Ty, łatwo ci powiedzieć, i w końcu pytając, to chcesz czy nie, o drugiej w nocy, gdy ze zmęczenia zostawiam na blacie stołu ślady nosa, słyszę: chciałbym... I idziemy spać. Rano ja jadę dalej, a gospodarz czy gospodyni zostają ze swoim chceniem. Choć miałem też takie rozmowy, po których od chcenia przechodzono do jeżdżenia i teraz jestem przez tych parę osób pozywany o ustalenie ojcostwa ich nowej pasji. I weź to potem utrzymaj! Jednak ojcostwa się nie wypieram, a ustalenie go ponad wątpliwość wszelaką przyjmuję z radością. Mam jednak tę cechę (dobrą czy nie – nie oceniam), że pragnę szybkiego usamodzielniania się moich rowerowych dzieci. Robienie za mentora mi nie odpowiada. Dałem ci rowerowe życie, ale dalej radź sobie sam. Chętnie spotkam się przy rowerowym rodzinnym stole i posłucham, gdzie byłeś, jak jeździłeś, a nawet pojadę z Tobą, gdy będzie okazja, lecz odpowiedzialność za radości i klęski musisz nosić sam. Tak to bowiem jest, że choć czasem w peletonie do mety docieramy sami i niestety (bywa) samotni. I oby nas to nie spotkało. Więc kiedy i gdzie się spotkamy? 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, w paśmie przedpołudniowym prowadzi Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.