okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2015 >> Każdy ma swój Kraków

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Niemcy – Pojezierze Meklemburskie


Każdy ma swój Kraków

Jolanta Milewska
Wieża widokowa na trasie Müritz Radrundweg
Chętnie odwiedzamy Niemcy – tym razem wybór padł na jeziora Meklemburgii, równie malownicze jak nasze Mazury czy Kaszuby, tyle że infrastrukturą rowerową bijące je na głowę. 
 
Na pierwszy kemping w miejscowości Stuer, położony nad trzecim co do wielkości jeziorem Pojezierza Meklemburskiego – Plauer See, dojeżdżamy dość późno. Za nami 750 kilometrów i około ośmiu godzin jazdy samochodem z Krakowa. W przerwie pomiędzy kolejnymi burzami udaje nam się rozbić namiot. Nie nastraja to dobrze naszej trójki, a siąpiący przez całą noc deszcz każe przypuszczać, że oto szczęście pogodowe, towarzyszące nam na wszystkich dotychczasowych wyprawach rowerowych, właśnie się skończyło. Jak się jednak okazuje – jeszcze nie tym razem. Rano deszcz przestaje padać i przez pięć dni już się nie pokaże, a słońca z dnia na dzień będzie coraz więcej.
Pakowanie zajmuje nam trochę czasu. Pierwszy dzień jest najgorszy, potem, jak już nie ma samochodu (nasze cztery koła zostawiamy w pobliżu kempingu), wszystko idzie szybciej. Około godziny 11 wyruszamy leśną drogą, wzdłuż zachodniego brzegu jeziora Plauer, z niepokojem patrząc na kłębiące się nad wodą chmury. 
Wkrótce droga z bitej przechodzi w asfalt. Mijamy letniskowe zabudowania przedmieść i samo miasteczko Plau am See. Wkrótce szlak odbija od wody i włącza się w ruchliwą drogę na Karow, na szczęście z wydzielonym pasem dla rowerów. Jedzie się wygodnie, ale dla nas jest trochę zbyt głośno, ryzykujemy więc i w Karow odbijamy między drzewa, aby dojechać do Krakower See, na którego końcu zlokalizowany jest nasz kolejny kemping. Urokliwa droga prowadzi nas bukowym lasem, z widocznymi w zaroślach stadami saren, niespiesznie oddalającymi się na nasz widok. Pod koniec pojawia się trochę piachu i nasze ciężkie rowery na wąskich oponach dają nam się we znaki. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Krzysztof Milewski