okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2015 >> A może jednak Karpaty

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Rumunia


A może jednak Karpaty

Daniel Sienkowski
Góry Fogaraskie i zdobywanie najwyższego punktu wyprawy
Plan mojej wyprawy był prosty. Samotnie dojechać rowerem z Polski nad Morze Czarne przez Słowację, Węgry i Rumunię, z czego dwa pierwsze kraje traktując jako tranzyt, a skupiając się tylko na zwiedzaniu ostatniego. Piękno Karpat zweryfikowało jednak wszystko.
 
Sami Rumuni twierdzą, że ich naród pochodzi od starożytnych ludów Daków i Gotów, jak również od Rzymian, którzy po wojnach dackich (101-106 r. n.e.) włączyli te tereny w obręb swojego imperium. W 273 roku pod naporem plemion koczowniczych Rzymianie wycofali się na południe, za Dunaj. Powstanie państwa rumuńskiego to już rok 1881, kiedy na skutek unii personalnej, a następnie zjednoczenia Hospodarstwa Wołoskiego i Mołdawskiego po wojnie rosyjsko-tureckiej (1877-1878), Rumunia zostaje ogłoszona królestwem. Mówiąc o historii tego kraju, nie można nie wspomnieć rządów słynnego komunisty Nicolae Ceaușescu. Od dojścia do władzy w 1965 roku aż do rewolucji rumuńskiej, prowadzącej do obalenia jego władzy w grudniu 1989 roku, nieprzerwanie rządził krajem. Ostatecznie razem z żoną Eleną zostali skazani przez sąd i rozstrzelani 25 grudnia 1989 roku. Za jego rządów powstał między innymi Pałac Parlamentu w Bukareszcie, który jest drugim co do wielkości, zaraz po Pentagonie, budynkiem na świecie, oraz słynna Droga Transfogaraska, która miała umożliwić szybkie przerzucenie wojsk przez góry. 
Chcąc wykorzystać mniejszy ruch na drogach, rozpoczynam wyprawę w przededniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Mimo że spakowałem się już dzień wcześniej, przygotowania zajmują mi jeszcze trochę czasu i zamiast o planowanej siódmej godzinie, z mojego rodzinnego Jasła wyjeżdżam dopiero około ósmej. Pogoda od samego startu nie dopisuje. Jest pochmurnie, mgliście i ogólnie ponuro, a w pobliżu jeziora Veľká Domaša dopada mnie burza, która daje się mocno we znaki. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Daniel Sienkowski