okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2015 >> Mafi mushkila*

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Jordania


Mafi mushkila*

Norbert Skrzyński
Na pustynnej autostradzie, czyli twardym i równym dnie okresowych rzek
Pustynia zmienia się codziennie, ale zmiany możemy dostrzec tylko wówczas, gdy czas pozwala nam się zatrzymać – dlatego pod Dżabal Umm ad Dami, na południu Jordanii, warto dojechać rowerem. Na brak postojów w drodze do najwyższej jordańskiej góry nie można narzekać! 
 
Niewiele z pustyni da się zabrać. Zwłaszcza gdy przemieszcza się po niej o własnych siłach. Nieco zdjęć, tyleż piasku, kilka kamieni, jeden kwiat. Nie zabierze się z niej ciszy, zapachu, wszystkich „wow!”, które wymykają się z gardła niemal co chwilę. Nie da się wywieźć ekskluzywnego odizolowania od cywilizacji, którą znamy z codzienności. Nie da się zabrać dreszczy poranka w namiocie i blasku ogniska po zmroku, ani kolorów piasku o zachodzie słońca i poczucia całkowitej wolności, gdy stoimy w bezruchu, by wypatrzeć jaszczurkę w cieniu tamaryszku. Na pustyni człowiek, rowerzysta, czuje się naprawdę niezależny od innych – tu wszystko zależy od nas samych.
„Przygody zdarzają się tylko tym, którzy nie potrafią dobrze zaplanować wyprawy”.
Zgodnie z powyższą maksymą Roalda Amundsena, norweskiego polarnika, nieszczególnie skupialiśmy się na planowaniu tej wycieczki – bardziej niż na wyprawie zależało nam na przygodzie. Oczywiście, nie pchaliśmy się na pustynię nieodpowiedzialnie nieprzygotowani. Obaj od lat nabywamy całkiem fundamentalne doświadczenia (jeden zjeździł rowerem nieco świata, a drugi uczy innych, jak przeżyć w każdych warunkach) i doskonale wiemy, że najniebezpieczniejsze jest lekceważenie niebezpieczeństw. Ale i jordańska rzeczywistość daje mocne lekcje pokory i praktycznej wiedzy o tym, jak sobie radzić, wykorzystując nadarzające się okazje. Nauka nie szła w las i sprawiała nam głównie radość, tym bardziej, że codziennie uczyliśmy się czegoś nowego.
Wiedzieliśmy, że chcemy się spotkać w Ammanie, na dworcu „południowym”, skąd autobusem zamierzaliśmy się dostać do miasta Ma’an, jakieś 200 kilometrów w stronę Arabii Saudyjskiej. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Norbert Skrzyński