okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2015 >> Brak planów jest… najlepszym planem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Paragwaj


Brak planów jest… najlepszym planem

Daria Grzybowska
Ruta Trans-Chaco – 835 kilometrów prostej i piekielnie gorącej drogi, gdzie temperatura 50 stopni Celsjusza to nic nadzwyczajnego
Wszyscy pytają: Po co jedziecie do Paragwaju? Tam nic nie ma i nigdzie nie można pojechać, wszędzie jest busz, zabójcze jaguary. Nawet nie ma asfaltu i wody pitnej. I chyba to wydaje się nam najbardziej interesujące. Chcieliśmy zobaczyć, jak wygląda „nic” i „nigdzie”. W podróży już niejednokrotnie przekonaliśmy się, że im bardziej odradzany kraj, tym ciekawsze w nim przygody i tym sympatyczniejsi ludzie.
 
Opuszczamy Argentynę – miejsce przyjazne, bezpieczne i dobrze nam już znane. Jesteśmy przekonani, że za chwilę staniemy na paragwajskiej ziemi, ale naszym oczom ukazuje się przejście graniczne z Brazylią. Szybkie zerknięcie na mapę i wszystko już jasne. Żeby wjechać z argentyńskiego Misiones do wschodniego Paragwaju, trzeba przejechać około 15 kilometrów przez ziemię Brazylii, tak więc nieplanowana brazylijska pieczątka zostawia ślad w naszych paszportach.
– Ooo, jedziecie rowerami – stwierdza paragwajski urzędnik, mierząc mnie groźnym wzrokiem. Argentyńczycy chyba mieli rację, mówiąc, że Paragwajczycy to gbury. Ale po chwili dodaje: – Bardzo ekonomiczny pojazd, ha ha – i zalewa mnie gorącym i szczerym uśmiechem oraz mnóstwem miłych słów, które sprawiają, że dobry humor nie opuszcza nas do ostatniego dnia podróży w tym kraju.
Niby przekroczyliśmy granicę z Paragwajem, ale naszym oczom ukazują się typowe azjatyckie klimaty. Miasto Ciudad del Este to tysiące straganów z chińskimi podróbkami, setki sklepów z elektronicznym sprzętem, który podobno można tu kupić w cenach niższych niż gdziekolwiek indziej na świecie, stragany z ulicznym jedzeniem, zapachy i nieznikające uśmiechy z twarzy miejscowych. To drugi najbiedniejszy kraj w Ameryce Południowej, a na ulicach Ciudad del Este widać paryską wiosnę – prawie każdy Paragwajczyk ma na sobie koszulkę marki Dolce & Gabbana, Armani albo przynajmniej Nike. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Marcin Grzybowski