okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 6/2015 >> Pomiędzy "must see" a "highlights"

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Na szlaku >> Maroko


Pomiędzy "must see" a "highlights"

Ola "Fasola" Pająk-Gałęza
Kolejny wielbłąd w naszej karawanie

Kiedy w naszym życiu pojawiło się drugie dziecko, a urlop macierzyński wydłużyli do roku, wiedzieliśmy, że długo nie usiedzimy w miejscu.
99 dni

Gdy w Polsce dni stawały się coraz krótsze, a słońce coraz słabiej ogrzewało ziemię, rozkręciliśmy rowery, wsadziliśmy je w pudła, zapakowaliśmy sakwy i z półroczną wówczas Rutą oraz trzyletnim Kajtkiem polecieliśmy do hiszpańskiej Malagi, gdzie rozpoczęliśmy kilkumiesięczną przygodę rowerową. Przez Rondę, Gibraltar i Ceutę, już na rowerach, dotarliśmy do Maroka, w którym przez ponad trzy miesiące turlaliśmy się po drogach i bezdrożach.

Dla nas jednym z najistotniejszych elementów wyjazdu rowerowego jest droga. To ona nas prowadzi, nadaje sens, uzależnia. Jak wszędzie, drogi w Maroku są bardzo różne. Opierając się głównie na GPS-ie z mapami OpenStreetMap, tworzyliśmy naszą marszrutę. Ciągnąc za sobą dwójkę maluchów w przyczepie, omijaliśmy główne, zbyt tłoczne drogi na rzecz tych podrzędnych, które wiodły przez wioski i mieściny. Niestety wielokrotnie przypłacaliśmy to ciężkimi podjazdami, głównie na północy w górach Rif. Z północy bowiem, właśnie przez góry Rif ruszyliśmy przez Tetuan, Wadi Lau i Szafszawan do Fezu. Początkowo planowaliśmy przebić się rowerowo przez Atlas na południe, na Saharę. Był już jednak listopad i szczyty Atlasu  oprószył śnieg, a na pustyni szalała powódź. Odpuściliśmy i skierowaliśmy się na zachód, na wybrzeże Atlantyku, do Rabatu. Duże miasta dla rowerzystów są przekleństwem, szczególnie mediny, ciasne i tłoczne, a przede wszystkim kompletnie niedostosowane do ruchu rowerowego. Czasem jednak musieliśmy coś przeprać, porządnie się umyć i odpocząć od bycia w drodze. W większości miast, które odwiedziliśmy, szukaliśmy gościny u couchsurferów lub warmshowersów, choć niestety w Maroku ten drugi serwis jest dużo mniej popularny.

 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Zbych Gałęza