okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 6/2015 >> Południe nie takie gorące

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Na szlaku >> Serbia i Kosowo


Południe nie takie gorące

Krzysztof Grabowski
Wyjazd ze strzeżonego terenu monastyru Visoki Dečani
Na Bałkany wracam regularnie. Konsekwentnie odwiedzam kolejne miejsca. Niektóre stają na mojej drodze ponownie i wówczas odkrywam je na nowo, porównuję, obserwuję, jak się zmieniły. Inne poznaję po raz pierwszy. Tak poszerza się pajęczyna przejechanych dróg, utkana siatka odwiedzonych punktów gęstnieje. 
 
Aż do teraz żadna nić tej pajęczyny nie pokrywała ani skrawka Kosowa i Bułgarii. Ubiegłoroczna wyprawa rowerowa miała to zmienić i po części się to udało. Bałkany są dobre na każdy moment, gdy nie ma się pomysłu albo pieniędzy lub trudno znaleźć kompanów na ambitną wyprawę gdzieś w świat. Gdy nie ma wiele czasu na planowanie, gdy wiem, że jedynym sposobem wyrwania się z miasta będzie krótki urlop, szybkie pakowanie i w konsekwencji improwizacja na trasie, zawsze można rzucić: jedźmy na Bałkany! I chociaż tak określony kierunek jest w rzeczywistości bardzo szeroki i mało konkretny, nie mam wątpliwości, że gdziekolwiek się pojawię, tam zjem burka, zobaczę meczety i cerkwie, zmierzę się z górami i gorącym słońcem oraz spotkam ciekawych, zwykle uśmiechniętych ludzi. Wiem, że będą niewygody i nieprzewidziane przygody, ale mam także pewność, że będzie to kolejny udany wyjazd. Rok 2014 był nieokiełznany. Czas wydawał się uciekać szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Dopiero co odpuściła zima, a już zaczęło ubywać dnia. Wciąż nie miałem pomysłu na tradycyjny rowerowy, letni urlop. Co prawda już od dawna pojawiały się w mojej głowie wyobrażenia, jak to zmagam się z kolejnymi, dzikimi górami Europy gdzieś w Bułgarii, ale nigdy nie stały się na tyle namacalne, by przekroczyć granicę pomiędzy marzeniem a jawą. Podobnie było z Kosowem. Brak emocji związanych z tym krajem nie był na tyle dokuczliwy, by zmobilizować do podróży. Wreszcie coś drgnęło, a w zasadzie tąpnęło i to niemiło: Tomkowi ukradli rower. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Krzysztof Grabowski