okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 6/2015 >> Tysiące metrów nad poziom marzeń

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Styl życia >> Grzegorz Szyszkowski


Tysiące metrów nad poziom marzeń

Z Grzegorzem Szyszkowskim, podróżnikiem, zdobywcą Kolosów, rozmawia Jakub Terakowski
Trawers płaskowyżu w otoczeniu bajecznie kolorowych skał. Boliwia, park REA
Co u Ciebie, Grzegorzu? Zdobyłeś dwa Kolosy i osiadłeś na laurach? Ostatnio nic o Tobie nie słychać... 
– Powiększyła mi się rodzina, zacząłem pracować w korporacji, to wiele zmienia w życiu. Ale zamierzam wybrać się na wyprawę rowerową jesienią tego roku, mam już zaklepane dwa miesiące urlopu. 

Gdzie planujesz pojechać tym razem? 
– Do północnego Tybetu. To rejon najrzadziej odwiedzany przez rowerzystów ze względu na brak dróg i deficyt wody. Jeżeli zatem po przygotowaniu dokładnego harmonogramu okaże się, że nie będę mógł regularnie uzupełniać jej zapasów, pojadę do indyjskiej części Kaszmiru. Moją idée fixe stanowi jednak Tybet. 

Dlaczego? 
– Bo jest najpiękniejszy, najsłabiej wyeksplorowany (dotychczas nikt nie przejechał tam samotnie więcej niż 300 kilometrów w stylu off-road) i niebezpieczny. Wreszcie – last but not least – od 2008 roku chińskie władze nie wydają pozwoleń na indywidualne podróżowanie po tym terenie. Akceptowane są tylko grupy zorganizowane z lokalnym przewodnikiem i oficerem politycznym, czyli zupełnie nie mój żywioł. 

Udało Ci się jakimś cudem zdobyć inne pozwolenie? 
– Nie, trasa mojej wyprawy prowadzi przez rejony geograficznie należące wprawdzie do Tybetu, lecz administracyjnie znajdujące się już poza nim, czyli na obszarze dwóch chińskich prowincji, gdzie tak ścisły rygor nie obowiązuje. 

Czy – jak zwykle – wybierasz się sam? 
– Tak, rodzina zostaje w domu. (śmiech) 
 
Podczas ostatniej wyprawy do Tadżykistanu już byłeś żonaty... 
– Owszem, miesiąc po ślubie pojechałem tam w samotną podróż poślubną. A po drodze zgubiłem obrączkę... (śmiech) 

Skąd to szczególne upodobanie do samotności? 
– Samotność mi nie przeszkadza. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Archiwum Grzegorza Szyszkowskiego