okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2015 >> Osiem regionów Italii

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Włochy


Osiem regionów Italii

Artur Komorowski
Costa dei Trabocchi między Ortoną a Vasto
Pomysł na wyprawę narodził się spontanicznie. Jeszcze dwa tygodnie wcześniej zamierzaliśmy pedałować po włoskich i austriackich Alpach. Logiczna wydawała się taka lokalizacja właśnie na przełomie dwóch, teoretycznie najcieplejszych miesięcy w roku. Bardzo deszczowy lipiec w północnych Włoszech skłonił nas jednak do zmiany planów i obrania kierunku południowego.  
 
Ruszamy wczesnym rankiem z Gattinary – niewielkiego, niczym niewyróżniającego się miasteczka w północnym Piemoncie. Przez pierwsze kilometry towarzyszy nam gęsta mgła. Może to i dobrze – ukryje nizinny, monotonny krajobraz rolniczy tej części regionu. Droga do Novary, choć ruchliwa, ma szerokie pobocze. Do tego jest gładka jak stół, więc bardzo sprawnie pokonujemy ten odcinek. Po Novarze trochę błądzimy, bo niechcący wpakowaliśmy się do centrum miasta. Po dłuższej chwili znów wpadamy na ruchliwą drogę krajową, kierując się na Mediolan, który jednak omijamy szerokim łukiem. To wielkie, piękne, choć niestety chaotyczne i o tej porze roku upalne miasto potrafi wyssać z podróżnika rowerowego wszystkie soki. Wreszcie skręcamy na boczne drogi. Jedziemy przez niewielkie miejscowości, jedne całkiem ładne, inne – mniej. W jakimś parku gotujemy obiad, w jakimś barze pijemy kawę, w jakimś miasteczku zwiedzamy zabytkowe centrum. Podróżujemy.  
 Po południu natrafiamy na Via Francigena – historyczny szlak pielgrzymkowy z Anglii do Rzymu. Dobrze oznakowana droga prowadzi nas nad Pad, gdzie przechodzi w wygodną gruntówkę. Docieramy do Orio Litta i na kolację jemy pyszną pizzę. Przy okazji dowiadujemy się o Domu Pielgrzyma, prowadzonym przez samego burmistrza. Co prawda pielgrzymami nie jesteśmy, ale tanim noclegiem nie pogardzimy, zwłaszcza że pogoda wciąż niepewna. Udajemy się więc we wskazanym kierunku, a tam z miejsca stajemy się gwiazdami wieczoru. 
 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Artur Komorowski