okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2015 >> 5/2015 >> Rower wciąż przyspiesza

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Rowerowa Baza Podjazdów >> Beskid Niski: Łysa Góra, Wierzchowina i góra Piorun


Rower wciąż przyspiesza

Michał Książkiewicz
Szosy w Beskidzie Niskim są wąskie, miejscami bardzo strome i zazwyczaj mają doskonałą jakość nawierzchni

Coraz częściej na łamach rowerowej bazy podjazdów goszczą szosy z Beskidu Niskiego. Stare drogi istniejące od lat zajmują odległe pozycje w rankingu, ale szosy, które powstały w ciągu ostatniego dziesięciolecia, wytyczono w terenie górskim dużo odważniej. Są one wąskie, miejscami bardzo strome i zazwyczaj mają doskonałą jakość nawierzchni.    

Tym razem na korbę nawinąłem kolejne trzy asfalty – na Łysą Górę, Wierzchowinę i górę Piorun. Szosa na Łysą Górę jest jedną z najkrótszych w moim spisie podjazdów, a jednocześnie jedną z trudniejszych – trzecie miejsce w Beskidzie Niskim i 42. w skali kraju. Tak wysoka lokata wynika ze znacznej stromizny, osiągającej 17 procent na odcinku 800 metrów. Podjazd zaczyna się w Ropie, w dolinie rzeki o tej samej nazwie. Wąska na jeden samochód wstążka asfaltu poprowadzona jest w nietypowy sposób – wszystkie zakręty są zrobione pod kątem prostym. Skutkuje to nagromadzeniem trudnych ścianek w tych miejscach, w których droga biegnie w poprzek poziomic. Wystarczy jeden nieostrożny ruch kierownicą, przednie koło odrywa się od ściany i rower staje dęba. Wraz z każdym kolejnym spiętrzeniem terenu odruchowo naciskam dźwignię manetki. Niestety to nie przynosi ulgi, bo łańcuch od dawna siedzi na największej koronce kasety. Na całym podjeździe jest tylko jeden płaski kawałek, który ma zaledwie… 40 metrów długości. Nie warto wachlować przerzutką – zaraz będziemy musieli w popłochu wrzucać łańcuch ponownie na każdą zębatkę, z której zdążyliśmy go w te kilkanaście sekund zdjąć. Droga rozwidla się na polanie szczytowej. Obie nitki kończą się mniej więcej na tej samej wysokości, ale lepiej pojechać prawą odnogą, bo jest nieco trudniejsza. 

 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Michał Książkiewicz