okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 5/2015 >> Śpieszyłem się do domu

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Styl życia >> Dariusz Dziewulski


Śpieszyłem się do domu

Z Dariuszem Dziewulskim, który wybrał się w samotną podróż dookoła świata, rozmawia Jakub Terakowski
Nowy Jork, w tle Manhattan,16.08.2014
Skąd pomysł na wyprawę dookoła świata?
– Parę lat temu sprzedałem firmę i – po raz pierwszy od niepamiętnych czasów – w moim życiu pojawiło się kilka wolnych chwil. Postanowiłem przeznaczyć je na wyprawy rowerowe, gdyż zawsze lubiłem dwa kółka. Chciałem dotrzeć na wszystkie cztery krańce Europy. Zacząłem od Lizbony, rok później dojechałem na południową rubież Sycylii, następnie na Nordkapp, w końcu przyszedł więc czas na kierunek wschodni. I tu zaczął się problem, bo gdzie znajduje się granica pomiędzy Europą a Azją? Owszem, na mapie widać ją doskonale, lecz próżno jej szukać w terenie. Przy drodze, którą jechałem podczas wyprawy, nie było żadnej tablicy informacyjnej. Próbowałem pytać miejscowych, lecz wszyscy zgodnie twierdzili, że mieszkają w Europie, chociaż według wskazań GPS już od dawna byłem w Azji... (śmiech) 
 
Objechałeś kulę ziemską dookoła, bo nie wiedziałeś, gdzie znajduje się punkt, w którym powinieneś zawrócić?
– Można tak powiedzieć, lecz dylemat ten przewidziałem zawczasu, więc wyjeżdżając z domu na wschód, zamierzałem wrócić z zachodu. Na początku, planując trasę, zastanawiałem się nad zakończeniem wyprawy we Władywostoku, bo tam znajduje się naturalna i ewidentna granica nie do pokonania rowerem – wybrzeże. Stamtąd jednak do domu mam bliżej przez Stany, uznałem więc, że zamiast wracać po własnych śladach, przejadę wszerz USA oraz połowę Europy, a bezmiar oceanu pokonam samolotem. Niewiele brakowało, a cała podróż zakończyłaby się przed startem, w szpitalu. Trzy miesiące przed wyjazdem zoperowałem trzy przepukliny. Wcześniej spuchła mi noga, ból był trudny do zniesienia. Lekarze rozpoznali zator żylny. Jedni twierdzili, że w tej fazie może nawet spowodować gwałtowną śmierć, drudzy, że tylko (?) amputację. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Archiwum Dariusza Dziewulskiego