okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2015 >> 5/2015 >> Strach musi przeminąć!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Kostaryka i Nikaragua


Strach musi przeminąć!

Adela Tarkowska
Opuszczamy Nikaraguę

Dziś będzie o kontrastach, o państwach, o których losach przesądziły wpływy obcych mocarstw i których historia mogła się potoczyć zupełnie inaczej. Będzie o słońcu, plażach, zieleni, raju na ziemi. O kraju, który nie zna wojen, oraz o brutalnej rzeczywistości sąsiadów.   

Pokonanie kilkudziesięciu metrów, dzielących Panamę od Kostaryki, trwa dużo dłużej, niż się spodziewałam. Przejściem granicznym okazuje się być stary, dziurawy most kolejowy, zbudowany niegdyś do transportu bananów. Początkowo dość równo ułożone deski, w miarę zbliżania się do połowy mostu są coraz bardziej wybrakowane. W niektórych miejscach dziury są tak duże, że muszę przenosić nad nimi rower, omijając wystające gwoździe, starając się przy tym nie poślizgnąć na omszałym drewnie i nie wpaść do rzeki wraz z całym dobytkiem. Kiedy stawiamy stopy oraz koła po drugiej stronie mostu, znajdujemy się na kostarykańskiej ziemi. Po w miarę szybkiej odprawie ruszamy przed siebie. Decydujemy się na szutrowy skrót przez niewielkie góry. Przepiękna trasa wiedzie przez zielony las deszczowy, którego niezwykłe, aromatyczne kwiaty, gęsto splecione liany i ogromne drzewa wprowadzają nas w stan nieustannego zachwytu. Na drodze jesteśmy zupełnie sami. Słońce chyli się powoli ku zachodowi, a z oddali słychać coraz wyraźniej szum morza.  W pewnym momencie szuter kończy się i zupełnie znienacka, z tej cichej, pachnącej wilgocią ścieżki wpadamy w wir mnóstwa rowerzystów w strojach kąpielowych, z ręcznikami przewieszonymi przez ramię, sprzedawców kokosów popychających swoje wózki i surferów z deskami pod pachami. Na naszych twarzach pojawiają się szerokie uśmiechy – Karaiby! Wzdłuż plaży docieramy do miejscowości Puerto Viejo de Talamanca – spokojnej, kolorowej wioski, w dużej mierze zamieszkanej przez obcokrajowców, którzy tutaj znaleźli swój raj na ziemi. 

 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Krzysztof Józefowski