okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2015 >> 4/2015 >> Witamy na Marsie

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Korespondencja >> Namibia – część III


Witamy na Marsie

Michał Sitarz
Skalny łuk w Spitzkoppe
Po opuszczeniu Usakos pokonujemy rozległe połacie głębokich piasków, przekraczamy koryta wyschniętych rzek, w pobliżu których rosną potężne drzewa. To jest Afryka, jakiej obraz nosiłem w sobie od dziecka. 
 
Jest naprawdę gorąco, chyba po raz pierwszy tak dotkliwie odczuwamy dyskomfort z tego powodu. Opustoszała droga prowadzi nas ku podnóżom gór Erongo. Do Ameib Ranch docieramy po południu. Wokoło kempingu wznoszą się fantazyjne, granitowe formacje. Nie do wiary, że w tak cudownym miejscu nie ma nikogo oprócz nas. Nikogo, jeśli nie liczyć mężczyzny, który zdaje się podróżować samotnie i właśnie grzebie coś przy swoim samochodzie. Słońce powoli niknie za horyzontem, idziemy nad pobliskie jezioro poobserwować ptaki i, być może, inną zwierzynę. Góry odbijają się w niezmąconej tafli, ciszę zakłócają jedynie odgłosy ptaków. Jest trochę komarów, ale szanse na złapanie malarii w tym miejscu są znikome.
W Namibii ma się wrażenie bycia nie tylko na innej planecie, ale także bliżej gwiazd. Bo Namibia to astronomiczny raj. Brak świateł cywilizacji, zimą praktycznie nie ma tutaj chmur, powietrze jest bardzo czyste i przejrzyste. Ponadto to właśnie niebo południowej półkuli zwrócone jest ku centrum naszej galaktyki. Siedzimy tak pod gwiazdami, jemy makaron, rozmawiamy. Przyłącza się do nas nieznajomy, ten jedyny oprócz nas gość Ameib Ranch. Thomas okazuje się być fizykiem o rozległej wiedzy na temat światów mikro i makro. Ponad nami Obłoki Magellana, Krzyż Południa, gwiazdy Centaura, Plejady i wiele innych klejnotów wszechświata. Czyż można sobie wymarzyć lepsze okoliczności do rozmów o kosmosie i cząstkach elementarnych? Omega Centauri, największa i najjaśniejsza kulista gromada, jaką oko ludzkie może zobaczyć. I 47 Tucanae (NGC 104), druga największa gromada kulista, leżąca tuż pod Małym Obłokiem Magellana. I przepiękna Mgławica Tarantuli w obrębie Wielkiego Obłoku Magellana. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Michał Sitarz