okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2015 >> 4/2015 >> Patagonia jest kobietą

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Wyprawa numeru >> Chile i Argentyna


Patagonia jest kobietą

Edyta Siedlecki
W drodze z El Calafate do Perito Moreno
77 dni
„Przywołując obrazy z przeszłości, przekonuję się, że równiny Patagonii często przesuwają się przed moimi oczami, chociaż powszechnie mówi się o nich, że są odpychające i bezużyteczne (…). Dlaczego zatem (…) te jałowe pustkowia tak mocno utkwiły mi w pamięci?”.
 
Zastanawiał się nad tym sam Karol Darwin po swojej pięcioletniej podróży statkiem, a teraz rozmyślam i ja. Niemal trzymiesięczna, samotna przeprawa przez jeden z najbardziej nieprzystępnych rejonów Ameryki Południowej to największa przygoda mojego życia. Ponad dwa tysiące kilometrów przejechanych rowerem i dodatkowe pięć – autobusami oraz stopem. Znajomi wciąż pytają, skąd zaczerpnęłam odwagę, a ja rozkładam ręce. Lubię wyzwania – odpowiadam.
Kiedy naciskam ikonkę z napisem „REZERWUJ”, wiem, że nie ma już odwrotu. Lecę. Choć czerwcowe słońce grzeje niemiłosiernie, przechodzi mnie dreszcz. Dreszcz podniecenia i niesłychanej ekscytacji. W listopadzie wyruszam do Patagonii – olbrzymiej krainy nierówno podzielonej pomiędzy Chile i Argentynę. Zabieram ze sobą tylko jednego towarzysza – rower.
Pięć miesięcy poprzedzających wyjazd przeznaczam na treningi. Z domu do pracy mam prawie 30 kilometrów. Zamieniam więc miesięczny bilet komunikacji miejskiej na rower i powoli przyzwyczajam mięśnie do tego, co je wkrótce czeka. Na początku jest ciężko. Organizm buntuje się przeciwko takim torturom. Nie rezygnuję jednak. Zdaję sobie sprawę z tego, że w Patagonii trzeba stawić czoło nie tylko własnym słabościom, ale również huraganowym wiatrom, nieustannym deszczom i stromym podjazdom. Dobre przygotowanie jest kluczowe. Powtarzam to sobie za każdym razem, kiedy zamiast ścieżki rowerowej wybieram tunel metra.
Nadchodzi dzień wyjazdu. Z nerwów mylę dworce i autobus do Berlina odjeżdża beze mnie. Jak w dobrym horrorze – myślę. Zaczyna się od trzęsienia ziemi, strach pomyśleć, co będzie dalej. Na szczęście udaje mi się złapać pociąg. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Edyta Siedlecki