okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2015 >> Jak Leonardo da Vinci

poradniki

Palcem po mapie

Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak zagubienie podczas wycieczki rowerowej jest w stanie zburzyć radość, którą czerpiemy z jazdy.... »

Od drewna do karbonu

Nie ulega wątpliwości, że koło to jeden z najistotniejszych wynalazków ludzkości. Od tysięcy lat znajduje zastosowanie niemal we... »

Styl życia >> Franciszek Migaszewski


Jak Leonardo da Vinci

Z Franciszkiem Migaszewskim, zajmującym się wprowadzaniem na rynek innowacyjnych produktów rowerowych, rozmawia Jakub Terakowski
Franciszek Migaszewski z przekładnią Efneo

Co oznacza nazwa Waszej firmy? 

– Efneo? Aż wstyd przyznać, lecz nie mam pojęcia. Wymyślił ją jeden z moich braci. Prowadzimy działalność rodzinnie: tata, Wiktor, Fryderyk i ja. Na starcie bardzo wsparła nas też finansowo ciocia. Dla wszystkich ważniejsze od nazwy są nasze patenty.

Dwa z nich można śmiało nazwać flagowymi.

– Przekładnię rowerową przednią i piastę.

Jak powstały?

– Pierwsza była przekładnia, jej historia, podobnie jak firmy, jest rodzinna i sporo w niej przypadków. Nikt z nas nigdy nie był związany z branżą rowerową, ja na przykład zajmowałem się badaniami rynkowymi, lecz tata – jak współczesny Leonardo da Vinci – ma głowę pełną pomysłów. Kilka lat temu postanowił zrobić sobie stepper, lepszy od dostępnych w sklepach. W pewnym momencie stwierdził, że potrzebna mu będzie do tego przednia przerzutka rowerowa. Kupił najsolidniejszą, pewnej renomowanej firmy i... wpadł na pomysł, jak ją wykonać inaczej. Wizje taty wyglądały bardzo interesująco. Wydawało się, że znaleźliśmy dla nich niszę na rynku, wykonaliśmy jeden prototyp, drugi, trzeci... Wszystkie miały wady.

Jakie?

– Początkowo zamierzaliśmy umieścić mechanizm w osi suportu, co wiązało się z koniecznością dostosowania wielkości ramy do przekładni. Ten absurdalny wymóg kolejno dyskwalifikował nasze następne projekty, bo kto przy zdrowych zmysłach zacznie montaż roweru od wyboru osi suportu? Porzuciliśmy te wizje, a tata opracował zupełnie nową konstrukcję przekładni. Tym razem trafił w dziesiątkę. Nasze nadzieje na podbój rynku rowerowego odżyły. Analizując bieżącą sytuację, zauważyliśmy, że wśród przednich przekładni dominują dwubiegowe, które nie wystarczają ani do rekreacji, ani do codziennego poruszania się po mieście.

 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 

 

 



Zdjęcie: Archiwum Franciszka Migaszewskiego