okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2015 >> Jak nie foki, to kormorany

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Na szlaku >> Mierzeja Wiślana


Jak nie foki, to kormorany

Tomasz Larczyński
Ktoś tu trochę nam mierzeję rozkopał, ale w każdym razie to są jej początki w Sopocie

Mierzeję Wiślaną zwykle kojarzy się z piaszczystą wstęgą oddzielającą 

Zalew Wiślany od Zatoki Gdańskiej. To bardzo ciekawy fragment, z wieloma zabytkami i zaskakującymi widokami. Jednak mierzeja zaczyna się o wiele dalej na zachód i ma znacznie więcej do zaoferowania.

 

Mało kto wie, że pas wydm zaczyna się już w… Sopocie. To, że na mapie, po wewnętrznej stronie mierzei nie ma dużej ilości niebieskiego koloru, sprawia mylne wrażenie, że aż do Sztutowa jest to tylko przedłużenie Żuław, jednak jeszcze kilkaset lat temu widok był zupełnie inny. To, co dziś znamy jako Zalew Wiślany, jest tylko resztką dawnego ogromnego akwenu, który przylegał do wydm mierzei aż po śródmieście Gdańska. Jego zasięg wyraźnie widać i dziś 

– to właśnie te obszary Żuław, które leżą w depresji. Ta masa wody sama z siebie nie wyparowała – dyskretnym przymusem skłonili ją do tego Krzyżacy dopiero w XIV wieku, uzyskując tym samym niezwykle żyzne pola i zarazem przyklejając mierzeję do stałego lądu.

Nic dziwnego, że także z nazwą mamy tu kłopot. Mierzeja Wiślana to wynalazek powojenny. Przed 1945 rokiem Niemcy zwali jej część zachodnią Danziger Nehrung, czyli Mierzeją Gdańską, zaś wschodnią – Frisches Nehrung, co na polski tłumaczono jako Fryską (od Fryzji, z której pochodzili jej mieszkańcy) lub Świeżą. Po wojnie sporą krzywdę wyrządzono zresztą także innym tutejszym nazwom, ale o tym później.

Mierzeja była zwartym regionem historycznym, lecz o granicach nieco odmiennych od geograficznych. Rozumiano przez nią cały pas lądu na północ od dzisiejszej Martwej Wisły i Szkarpawy, włącznie ze sporym kawałkiem Żuław, za to bez wydm od Nowego Portu do Sopotu, które od XIII wieku aż do rozbiorów stanowiły część ogromnych dóbr cystersów oliwskich. Jednak także w części klasztornej znajdziemy charakterystyczne, ubożuchne wioski rybackie, przez wieki zmagające się z bezlitosnym naporem wydm. 

 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Tomasz Larczyński