okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2015 >> Byle się nie zgubić...

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Na szlaku >> Polska Wschodnia


Byle się nie zgubić...

Anita Demianowicz
W Zamościu niczym w bajce

Idea wyprawy: – Jeśli coś nie ma legendy, trzeba ją wymyślić – powiedziała Magda, znajoma.  Miejsca stają się bardziej interesujące. Ludzie chętniej do nich lgną, przyjeżdżają, odwiedzają, dając wyobraźni pole do popisu. Stąd białe damy w zamkach, a potem noce z dreszczykiem i dźwiękami łańcuchów, odgłosy kroków na schodach lub poddaszu. 

 

Budowanie historii wokół miejsc działa niczym magnes. Może tak samo jest z ideą wyjazdów? Jeśli jej nie ma, trzeba ją wymyślić, bo może media, bo może sponsor, bo może ktoś się zainteresuje... Bo może uda się tę podróż na coś przekuć. A czy ja kowalem jestem, by coś przekuwać?!

Idea nie była więc wielka ani górnolotna. Właściwie nie było jej w ogóle. Ulotniła się, a może tak naprawdę nigdy się nie wykluła. Nie szukałam jej jednak na siłę. Nawet gdy dochodziła do głosu, odrzucałam ją. Czy brak idei obniża wartość podróży? Czy podróż dla samej podróży, dla bycia w drodze, już sama w sobie nie ma wartości? Ja chciałam po prostu wsiąść na rower i pedałować przed siebie. Chciałam czuć ten banalny, ale jakże romantyczny wiatr we włosach, który zawsze kojarzy mi się z bezgraniczną wolnością. Po prostu chciałam pojechać sama i sama zmierzyć się z drogą, dwoma kółkami, niedoleczonym, choć zoperowanym już kolanem, a także z moją niefrasobliwością oraz totalną nieumiejętnością czytania mapy. 

Celem wyjazdu było przejechanie od punktu A do punktu B trasy w dwa tygodnie. Punkt A długo był nieznany. Było wiadomo, że będzie leżał gdzieś na północnym wschodzie kraju. Miały to być Suwałki, które w końcu ustąpiły miejsca miastu Ełk (pociąg z Gdańska do Suwałk miał jechać prawie 20 godzin, do Ełku niecałe sześć). Punkt B był również nieznany. Teoretycznie miał nim być Przemyśl, ale – jak to w drodze – mogło być różnie. 

 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 

 



Zdjęcie: Anita Demianowicz