okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2015 >> Każdy metr ma znaczenie

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Na szlaku >> przez Europę do Lizbony


Każdy metr ma znaczenie

Katarzyna Knapek
Lizbona przywitała nas zbudowaną w stylu manuelińskim – Torre de Belém

To hasło, które towarzyszy nam od 2011 roku, kiedy to wybraliśmy się na naszą pierwszą europejską wyprawę rowerową z Villach w Austrii do włoskiej Florencji. Przekonaliśmy się wtedy, że podróżując rowerem, obserwujemy miejsca, przyrodę, słyszymy dźwięki i czujemy zapachy, których przez szybę samochodu się nie zauważa. Niezależnie, czy planujemy przejechać 400, czy trzy tysiące kilometrów, niezależnie od prędkości i warunków jazdy, każdy metr trasy ma znaczenie.

 

W kwietniu zaczęliśmy myśleć o kierunku kolejnej wyprawy. O jej celu – Lizbonie – zadecydowała atrakcyjna cena biletu lotniczego do Warszawy, a o początku w Kolonii – przypadek. W lipcu już wiedzieliśmy, że nie będziemy mogli wziąć udziału w Tour de Pologne Amatorów, imprezie, która od kilku lat była stałym punktem w naszym kalendarzu. Jak wiadomo, wyścig ten wspiera podopiecznych Fundacji Ewy Błaszczyk „Akogo?”. Pomysł przejechania wyprawy dla kogoś siedział głęboko w nas już od jakiegoś czasu, nagle wybór stał się oczywisty! Szybko wykonaliśmy kilka telefonów i udało nam się pozyskać partnerów, dzięki którym o wyprawie zrobiło się głośno. A ja dzięki pomocy doktora Mariusza Gujskiego mogłam przełożyć terminy związane z pisaniem pracy magisterskiej. Przez 26 dni zdawaliśmy relację na fanpage’u wyprawy, zachęcając wszystkich do zasilania konta fundacji „Akogo?”. 

13 sierpnia po południu, na dworcu Warszawa Wschodnia wsiadamy do pociągu. Rankiem kolejnego dnia jesteśmy już w Kolonii, gdzie po ścianach monumentalnej katedry leniwie wędruje poranne słońce. Kiedy stoimy gotowi do drogi, doznaję dziwnego uczucia. Mam w głowie mapę Europy, kalendarz i przebijającą się myśl, że to chyba jednak szaleństwo. Pytania w stylu „What? Are you crazy?” plus zdziwienie na twarzy to najczęstsza reakcja spotykanych ludzi, którzy zagadują nas, skąd, dokąd i dlaczego jedziemy. 

 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 

 



Zdjęcie: Patryk Grochowalski