okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2015 >> 3/2015 >> Z wysokości sceny

nowości

SPD klasycznie

Ci, którym nie w smak sportowe, plastikowe i ekstrawaganckie modele, znajdą w ofercie włoskiego producenta prawdziwą perełkę, jeśli... »

Minimalistyczny i dynamometryczny

Klucze dynamometryczne zwykle są na tyle duże, że nie da się ich zabrać ze sobą w podróż. Niemiecka marka Topeak znalazła jednak na to... »

Truskaweczka

Polska marka Martombike zaprezentowała w kolekcji na 2019 rok damską, bardzo dopasowaną koszulkę kolarską z delikatnym, ale wyraźnym... »

Elektroniczna dwunastka „Campy”

Campagnolo – włoski producent osprzętu do rowerów szosowych wprowadza w końcu elektroniczny wariant swojej topowej, 12-rzędowej... »

Siodełko dedykowane

Rozbawił mnie jeden z producentów siodełek rowerowych – znana i szanowana marka San Marco, która zaprezentowała siodełko... »

Panzerna wkładka

Na polskim rynku pojawiła się właśnie hiszpańska marka Panzer, specjalizująca się w produkcji elastycznych wkładek do opon. Produkt... »

poradniki

Świadoma jazda

Obok lampki i dzwonka to najczęściej montowany element na kierownicy roweru. Wskaże prędkość, przejechany dystans i niekiedy nawet drogę do... »

Jak efektywnie wykorzystać wspomaganie

Pamiętamy, jak to było, gdy uczyliśmy się jazdy na rowerze. Jedni wcześniej, inni później, ale wszyscy zaczynaliśmy z podobnymi... »

Na finiszu >> Sławomir Bajew


Z wysokości sceny

 

Jakże miałoby być inaczej? No jak? Żeby pierwszy po gali wręczenia Nagrody „Rowertouru” felieton tejże poświęcon nie był... Nagrody rozdane, spotkania za nami, uściski dłoni uwiecznione na fotografiach. Ech, pięknie było piąty już raz. Pełniusieńka aula poznańskiej AWF. Ludzie nawet na schodach siedzieli. Były rodziny całe i samotnicy, dziadkowie i pełzające szkraby, a nawet pies. Słowem frekwencja dopisała, jak nigdy dotąd, co dobrze świadczy o imprezie, bo się rozwija. 

24 stycznia 2015 roku, zbliża się południe. W pomieszczeniach AWF zaraz zaczną się warsztaty klejenia rowerowych dętek. Zainteresowanie przechodzi wszelkie oczekiwania. Brawo WY. 

Kilkanaście kilometrów od tego miejsca w łazience swojego mieszkania Mający Poprowadzić Galę (takie wówczas było moje imię) dokonuje drżącymi rękoma banalnej czynności golenia. To chwila, kiedy powoli zaczyna przyspieszać tętno Mającego Poprowadzić. Albowiem najstraszniejsze chwile każdy Mający Poprowadzić przeżywa właśnie wtedy, gdy jest jeszcze MAJĄCYM. 

Kiedy zaś staje się JUŻ PROWADZĄCYM, jakoś leci. Najlepsze teksty, po których sala ryczy ze śmiechu, przychodzą niestety do głowy, gdy jeszcze Mający szykuje się do pracy: kąpie, goli, prasuje koszule i spodnie, przymierza zakupioną specjalnie na tę okazję szkocką marynarkę… Błyskotliwość dialogów z rozbawioną widownią przebija wszelkie pomiary IQ. Einstein skrobie się po głowie, zastanawiając się, jak to w ogóle jest możliwe. A jednak! Nie doceniał rowerowej Braci. Mały szkopuł tej eksplozji erudycji i dowcipu polega na tym, że znika wraz z opuszczeniem łazienki... 

Kochani, żeby nie rozwlekać dzisiaj. Każdych nerwów „przed” warte jest spotkanie z Czytelnikami i pasjonatami rowerowych wypraw. Dobrze wiecie, że na dobrą sprawę nie liczy się ich długość ani w czasie, ani w przestrzeni. Dobrze jest po prostu spotkać się i pogadać. To prawda, że w czasie samej gali wręczania nagród – przynajmniej od strony prowadzącego – owo „pogadanie” wydaje się dość specyficzne, ale za to gdy schodzi się ze sceny i staje pomiędzy rowerową Bracią, doznania są ekstatyczne. Przypomina mi to nieco moje rowerowe włóczęgi: z wysokości sceny (czytaj: roweru) dialog z mijanym światem wydaje się mocno jednostronny, ale każde zatrzymanie owocuje zdobyciem wiedzy, spotkaniem człowieka albo najzwyklejszą przyjemnością posiedzenia tyłkiem na trawie i patrzeniem na rzekę czy góry... 

Schodzę ze sceny z przyjemnością. Bez oporu też na nią włażę, choć wiecie (a zwłaszcza ci nagrodzeni), że nie jest to najłatwiejsze zadanie świata. Dzisiaj felietonowo dziękuję za wyrozumiałość, takt i poczucie humoru. Ważne, aby je mieć również na własny temat. Zdaje się, iż w tej materii wyjątkowo blisko nam do siebie. Do zobaczenia za rok! Oby z podobnym do tegorocznego poczuciem, że jeżdżąc na rowerze, robimy coś bardzo dobrego. No, przynajmniej dla siebie. 

 

Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, w paśmie przedpołudniowym prowadzi Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.



Zdjęcie: Sławomir Bajew