okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2015 >> Zagrać w kosza na środku stepu

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Wyprawa numeru >> Mongolia


Zagrać w kosza na środku stepu

Michał Sitarz
Widoczny w oddali kopiec owo, charakterystyczny punkt mongolskiego krajobrazu. Tutaj w ajmaku uwskim

– Wjeżdżacie, nie wjeżdżacie? Trzeba się decydować, bo w każdej chwili możemy zamknąć wrota – zwraca się do nas zniecierpliwiony pogranicznik. Jeśli przekroczymy granicę, nie będzie już odwrotu. Nie on pierwszy mówi, że w zachodniej Mongolii szaleje epidemia. Jaka? Niestety, tego już nikt nie jest w stanie powiedzieć.  

 

Głosy w sprawie epidemii są podzielone. Jedni mówią, że nie ma się czym przejmować, że problem dotyczy wyłącznie zwierząt. Inni z kolei posądzają przedmówców o brak elementarnej wiedzy, o poglądy jawnie niebezpieczne. Twierdzą kategorycznie, że zwierzęta przenoszą chorobę, której powinni się obawiać w szczególności właśnie ludzie. Pogranicznicy nie mają ugruntowanego zdania, po prostu wykonują swoją robotę. My się już jednak zdecydowaliśmy.

Na podstawie zasłyszanych tu i ówdzie opinii mamy obawy, iż z Taszanty do granicy mongolskiej nie będziemy mogli pojechać na rowerach. Że pokonanie prawie 30-kilometrowego pasa ziemi niczyjej będzie możliwe wyłącznie na pace jakiejś ciężarówki. Na szczęście, owe informacje okazują się nieprawdziwe. Wdrapujemy się na przełęcz 2600 metrów n.p.m. i szybko osiągamy granicę mongolską. Krok pierwszy to przejazd przez mały basen ze środkiem dezynfekującym. Sposób przeprowadzenia czynności nasuwa jednoznaczne wnioski: jeśli próba zapobieżenia rozprzestrzenianiu się epidemii wszędzie tak wygląda, trzeba ją określić jako działanie czysto pozorowane. 

Po czynnościach odkażających i całkiem sporej ilości uciążliwych procedur stajemy na mongolskiej ziemi. Wymieniamy trochę pieniędzy u cinkciarza. Fizyczna objętość pozyskanej gotówki nieco nas niepokoi – gdzież my te sterty, te grube pliki banknotów będziemy wozili? Gdy budki graniczne i nieliczne zabudowania przygranicznej osady zostają za nami, uderza nas przestrzeń. 


Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 

 



Zdjęcie: Michał Sitarz