okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2015 >> 3/2015 >> Bez biletu powrotnego

nowości

SPD klasycznie

Ci, którym nie w smak sportowe, plastikowe i ekstrawaganckie modele, znajdą w ofercie włoskiego producenta prawdziwą perełkę, jeśli... »

Minimalistyczny i dynamometryczny

Klucze dynamometryczne zwykle są na tyle duże, że nie da się ich zabrać ze sobą w podróż. Niemiecka marka Topeak znalazła jednak na to... »

Truskaweczka

Polska marka Martombike zaprezentowała w kolekcji na 2019 rok damską, bardzo dopasowaną koszulkę kolarską z delikatnym, ale wyraźnym... »

Elektroniczna dwunastka „Campy”

Campagnolo – włoski producent osprzętu do rowerów szosowych wprowadza w końcu elektroniczny wariant swojej topowej, 12-rzędowej... »

Siodełko dedykowane

Rozbawił mnie jeden z producentów siodełek rowerowych – znana i szanowana marka San Marco, która zaprezentowała siodełko... »

Panzerna wkładka

Na polskim rynku pojawiła się właśnie hiszpańska marka Panzer, specjalizująca się w produkcji elastycznych wkładek do opon. Produkt... »

poradniki

Świadoma jazda

Obok lampki i dzwonka to najczęściej montowany element na kierownicy roweru. Wskaże prędkość, przejechany dystans i niekiedy nawet drogę do... »

Jak efektywnie wykorzystać wspomaganie

Pamiętamy, jak to było, gdy uczyliśmy się jazdy na rowerze. Jedni wcześniej, inni później, ale wszyscy zaczynaliśmy z podobnymi... »

Korespondencja >> Ameryka Północna


Bez biletu powrotnego

Jarosław Jakubowski
Pustynia Kalifornijska, USA

Pierwotny plan podróży zrodził się na ściance wspinaczkowej „Elewator” w Gdańsku. Wystarczył rzut oka na mapę, powieszoną pewnie przez przypadek, aby wzrok powędrował w kierunku Alaski oraz północnych terytoriów Kanady. 

 

Doznałem objawienia: co za wspaniała pustka! Swój udział miała także lektura książki Jona Krakauera „Into the Wild” („Wszystko za życie”). Historia chłopaka, który przez dwa lata wędrował i mieszkał na Alasce, by ostatecznie umrzeć tam z głodu, choć prawdziwa, wydała mi się nieco naciągana, ale niezwykle atrakcyjna z punktu widzenia ciasnych, europejskich przestrzeni. Duży wkład miały też opowieści Pawła Paronia i Renaty Gołębiewskiej, nielicznych osób, które zwiedziły kontynent amerykański rowerem i podzieliły się swoją wiedzą z innymi.

Dusza chciała, ale trzeba było popracować. Czekałem dwa lata na okazję, aż w końcu pojawił się dogodny moment. W tym czasie pomysł na wyprawę ograniczoną wyłącznie do Alaski wyewoluował w całkiem sporą włóczęgę po bezdrożach Ameryki Północnej, a trasa zwielokrotniła swą długość z trzech do 15 000 kilometrów i pięciu miesięcy w drodze.

Trasa niesprecyzowana z racji swego ogromu, cele – owszem: Stampede Trail i „Magic Bus” z „Into the Wild”, niezwykłe widoki alaskańskich bezdroży, zakurzona i dzika Cassiar-Stewart Highway, najwyższe przełęcze Kordylierów wzdłuż wielkiego wododziału, wizyta na czterotysięczniku Mount Evans, przejazd przez niegościnne pustynie i wielką depresję w Death Valley, liczne cuda natury w parkach narodowych Kanady i Stanów Zjednoczonych oraz niezwykła przyroda z gigantycznymi sekwojami na zboczach Sierra Nevada.

Po przesiadce we Frankfurcie, wypełnieniu masy dokumentów ląduję w Anchorage. Muszę tłumaczyć celnikom swoją niezbyt wyrafinowaną angielszczyzną, dlaczego nie mam biletu powrotnego, co zamierzam robić i czy na pewno jestem świadom swoich zamiarów. 

 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 

 


Zdjęcie: Jarosław Jakubowski