okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2015 >> 3/2015 >> Bez biletu powrotnego

nowości

Gravelowe buty

Mamy już gravelowe opony, ramy, torby, koła, hamulce, widelce, gravelowe stroje i należy tylko wypatrywać gravelowych bidonów i... »

Kawa dla kolarzy

Czy są wśród nas prawdziwi kawosze? Nie mam najmniejszych wątpliwości – w końcu, gdy w czasie rowerowego spotkania padnie temat... »

System antykapciowy

Schwalbe zaprezentowało kolejny system zastępujący dętki, czyli Urban Airless System. Dzięki specjalnej, termokurczliwej, poliuretanowej... »

Torba na rower

Tym razem prezentujemy nieco inną torbę – Accent wprowadził do sprzedaży niedrogi pokrowiec, który przyda się, kiedy rower musi... »

poradniki

Z bagażem na plecach lub… biodrach

Lekki, wszechstronny i wygodny. Właśnie taki powinien być dobry plecak rowerowy. Jeszcze lepiej, jeśli nie odczujecie jego obecności na... »

Korespondencja >> Ameryka Północna


Bez biletu powrotnego

Jarosław Jakubowski
Pustynia Kalifornijska, USA

Pierwotny plan podróży zrodził się na ściance wspinaczkowej „Elewator” w Gdańsku. Wystarczył rzut oka na mapę, powieszoną pewnie przez przypadek, aby wzrok powędrował w kierunku Alaski oraz północnych terytoriów Kanady. 

 

Doznałem objawienia: co za wspaniała pustka! Swój udział miała także lektura książki Jona Krakauera „Into the Wild” („Wszystko za życie”). Historia chłopaka, który przez dwa lata wędrował i mieszkał na Alasce, by ostatecznie umrzeć tam z głodu, choć prawdziwa, wydała mi się nieco naciągana, ale niezwykle atrakcyjna z punktu widzenia ciasnych, europejskich przestrzeni. Duży wkład miały też opowieści Pawła Paronia i Renaty Gołębiewskiej, nielicznych osób, które zwiedziły kontynent amerykański rowerem i podzieliły się swoją wiedzą z innymi.

Dusza chciała, ale trzeba było popracować. Czekałem dwa lata na okazję, aż w końcu pojawił się dogodny moment. W tym czasie pomysł na wyprawę ograniczoną wyłącznie do Alaski wyewoluował w całkiem sporą włóczęgę po bezdrożach Ameryki Północnej, a trasa zwielokrotniła swą długość z trzech do 15 000 kilometrów i pięciu miesięcy w drodze.

Trasa niesprecyzowana z racji swego ogromu, cele – owszem: Stampede Trail i „Magic Bus” z „Into the Wild”, niezwykłe widoki alaskańskich bezdroży, zakurzona i dzika Cassiar-Stewart Highway, najwyższe przełęcze Kordylierów wzdłuż wielkiego wododziału, wizyta na czterotysięczniku Mount Evans, przejazd przez niegościnne pustynie i wielką depresję w Death Valley, liczne cuda natury w parkach narodowych Kanady i Stanów Zjednoczonych oraz niezwykła przyroda z gigantycznymi sekwojami na zboczach Sierra Nevada.

Po przesiadce we Frankfurcie, wypełnieniu masy dokumentów ląduję w Anchorage. Muszę tłumaczyć celnikom swoją niezbyt wyrafinowaną angielszczyzną, dlaczego nie mam biletu powrotnego, co zamierzam robić i czy na pewno jestem świadom swoich zamiarów. 

 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 

 


Zdjęcie: Jarosław Jakubowski