okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 3/2015 >> 3/2015 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


Macie lub mieliście kartę rowerową? Być może przechowujecie ją jako cenną pamiątkę z przeszłości. Przypominam sobie, że był to mój pierwszy – obok legitymacji szkolnej – poważny dokument, z którego byłam niezwykle dumna i który zawsze nosiłam w torbie, nawet jeśli do szkoły nie jechałam rowerem. Inna sprawa, że nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek o pokazanie tej karty była poproszona przez któregoś z dociekliwych stróżów prawa. Pamiętam też kilka lekcji z kursu na kartę rowerową, na których uczyliśmy się głównie rozpoznawania znaków drogowych. Oczywiście o zajęciach w terenie nie było mowy. Ba – zajęć praktycznych nie mieliśmy nawet na szkolnym boisku, na którym od biedy można byłoby zbudować minimiasteczko drogowe służące kolejnym rocznikom. Skutkowało to między innymi tym, że po zdanym egzaminie jako posiadaczka zacnego dokumentu miewałam dylematy, czy i kiedy jeździć chodnikiem lub jak wyprzedzać wolniej jadącego rowerzystę. Z lewej strony, niejako objeżdżając go, czy może czmychnąć między nim a krawężnikiem? A co z ręką? Wyciągać tylko na zakręcie, czy przy wyprzedzaniu też? Oj, nieraz dostało mi się słowami: hej, kto ci dał kartę rowerową?! Właśnie – ktoś mi dał. 

Kiedy dziś wspominam mój entuzjazm związany z posiadaniem tegoż zacnego dokumentu, emocje są zdecydowanie chłodniejsze, co więcej – podają w wątpliwość sens istnienia karty rowerowej na obecnych zasadach, które niezmiennie od lat w niewielkim stopniu przygotowują młodego człowieka do poruszania się rowerem po drogach publicznych. 

Tym gorącej polecam artykuł Marka Rokity w aktualnym, marcowym „Rowertourze”. Marek z niezwykłą dociekliwością, ku utrapieniu urzędników z Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju oraz policji, przygląda się karcie rowerowej, egzaminom, egzaminatorom, tropiąc legislacyjne niedociągnięcia i skutki prawne z tychże wynikające. Jestem jak najbardziej za tym, aby uczyć nawet już kilkulatków poruszania się w ruchu ulicznym, ale zdecydowanie bardziej przemawia do mnie model holenderski, gdzie praktyka ma pierwszeństwo przed teorią. Tymczasem w naszym kraju tylko nieliczne szkoły decydują się na rozwiązanie, w którym uczniowie w towarzystwie nauczyciela i instruktorów, ubrani w odblaskowe kamizelki, poznają zasady poruszania się w ruchu ulicznym. Na razie nic nie wskazuje na to, aby karta rowerowa uzyskiwana na podstawie pozytywnie zdanego egzaminu miała odejść do lamusa, ale niech zmieni się chociaż program szkoleń, a praktyka na drodze będzie obowiązkową częścią kursu, jak w wypadku egzaminu na prawo jazdy. 

Zapraszam do lektury 

Izabela Dachtera-Walędziak

redaktor naczelna