okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2015 >> W krainie wina i serów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Alzacja


W krainie wina i serów

Monika Oksza Strzelecka
„Mała Wenecja" w Colmar

Alzacja to niekwestionowane królestwo wina, bocianów i bajkowych widoków, a trasy rowerowe w tutejszych Wogezach należą do najpiękniejszych w Europie. Uroda tego najmniejszego regionu Francji, leżącego między Lotaryngią, Niemcami i Szwajcarią, jest zniewalająca. Z jednej strony Ren, z drugiej góry, a pomiędzy nimi skąpane w winnicach wzgórza i doliny.

Przez setki lat Francuzi spierali się o te ziemie z Niemcami. Dziś wpływy dwóch kultur i tradycji – germańskiej oraz francuskiej – widać w architekturze, języku i kuchni. Alzacja nie jest aż tak znana naszym rodakom jak Prowansja, Lazurowe Wybrzeże czy Dolina Loary. A zasługuje na uwagę z wielu powodów – ma bogatą historię, liczne zabytki, w tym zamki i miasteczka o średniowiecznym rodowodzie, wyśmienitą kuchnię oraz wina. Wszystko to razem daje magiczny klimat. Z pewnością nie ma przyjemniejszego sposobu na poznanie tego zakątka Francji niż z perspektywy dwóch kółek.
Po 18 godzinach podróży z Polski (autobusem z Wrocławia do Strasburga i dalej pociągiem TGV) wysiadamy w Colmar – stolicy alzackich win. Przeprawiamy się przez miasteczko ozdobione girlandami kwiatów, nie mogąc się nadziwić fantazji w dopieszczaniu przestrzeni miejskiej. Zatrzymujemy się w kameralnym hotelu o stuletniej tradycji, prowadzonym nieprzerwanie od 1913 roku przez rodzinę Keller, a właściwie jej żeńską linię. Na twarzach trzech pokoleń spadkobierczyń rodzinnego biznesu rysuje się dostojeństwo otoczone łagodną aurą. Każdy gość hotelowy traktowany jest z najwyższymi honorami. Czekają tu na nas rowery i Roland – odpowiedzialny za rezerwację noclegów na trasie i transport bagaży. Wita nas z uśmiechem oraz żywą gestykulacją typową dla aktorów francuskich komedii. Co prawda ni w ząb nie mówi po angielsku, ale ze wsparciem translatorskim przychodzi nam recepcjonistka. Dostajemy mapę z trasą, pompkę, zabezpieczenia i już po kwadransie zostajemy sami sobie sterem i okrętem.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Norbert Oksza Strzelecki