okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2015 >> Na lichym przez Angolę

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> rowery Kazimierza Nowaka – część II


Na lichym przez Angolę

Dominik Szmajda
Odpoczynek pod równikiem. Kazimierz Nowak i jego nowy rower (numer 3) w pełnym rynsztunku

Farma Wiśniewskich w Gumuchab była ostateczną przystanią i zapewne cmentarzem dla zmordowanego Brennabora (pisałem o nim w numerze styczniowym). Nowak będzie miał teraz sześciomiesięczną przerwę od roweru. Po miesiącu odpoczynku w Gumuchab wsiądzie na konia i uda się w liczącą 3000 kilometrów podróż do Angoli.

Konie na tej wyprawie były dwa: Ryś – do jazdy wierzchem, oraz Cowboy, który wiózł bagaż podróżnika. Towarzyszyły mu tak długo, jak tylko mogły, czyli do granic strefy równikowej i królestwa muchy tse-tse, która niechybnie by im śmiertelnie zaszkodziła. Etap konny obfitował w rozmaite przygody, jednak z oczywistych względów nie będziemy się nimi zajmować, bo nas interesuje rower, a konkretnie dwa kolejne, na których Nowak ostatecznie przemierzył Afrykę z północy na południe i z powrotem! I tak rower numer 2 pojawi się dopiero w Angoli, po opuszczeniu przez Kazika fazendy hrabiego Zamoyskiego. Z listów do żony dowiadujemy się, z jakimi problemami sprzętowymi borykał się podróżnik:

[Nova Lisboa (Huambo), 29 stycznia 1935]
Jadę dalej rowerem, hrabia mi go pożycza – odeślę potem koleją z Vila-Luzo, a zawsze lepiej jechać rowerem 800 km, jak dreptać pieszo. Tylko to nie mój rower, choć nowy zupełnie, ale lichy i zaledwie cząsteczkę bagażu mogę zabrać ze sobą. Resztę nadam koleją, a sam będę zupełnie bezdomny, bo namiotu zabrać nie mogę, ale droga nie bardzo bezludna, może dam sobie jakoś radę.
Potem od Vila-Luzo już tylko kawałeczek drogi do rzeki Cassai – zestawię karawanę z murzynów – 4 do 5 ludzi, i pójdę tak długo, aż znajdę łódź tubylczą. A potem w Imię Boże!


Nowak nie sfotografował tego roweru, więc nie wiemy o nim praktycznie nic, poza tym krótkim opisem. No ale w końcu był lichy. Mimo to podróżnik nie krył zadowolenia z powodu zamiany żywego na żelaznego rumaka.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Kazimierz Nowak