okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2015 >> 2/2015 >> Pięć miesięcy dla rodziny i kolana

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Panama


Pięć miesięcy dla rodziny i kolana

Adela Tarkowska
Nowoczesne centrum biznesowe Panama City

Stoję na nabrzeżu w miejscowości Turbo. Zachodzi powoli słońce, którego promienie odbijają się od tafli wody. Przede mną rozpościera się Morze Karaibskie. Ogarnia mnie dziwna nostalgia. Właśnie kończy się nasza przygoda w Ameryce Południowej, gdzie spędziliśmy prawie dwa lata.

Jutro mamy wsiąść do łodzi, która zabierze nas do Panamy, i tym samym znajdziemy się w Ameryce Środkowej. Za kilka dni spotkam się też z mamą, której nie widziałam prawie cztery lata. Czuję również niepokój spowodowany tym, że po raz kolejny musimy zapakować rowery do łodzi, czego bardzo nie lubię, ponieważ prawie zawsze kończy się to jakimiś usterkami. Każdy, kto przemierza obie Ameryki, w końcu dociera do momentu, kiedy jest zmuszony przekroczyć przesmyk Darién. Jest to miejsce, w którym kończy się znienacka Autostrada Panamerykańska, łącząca Alaskę z południem Argentyny. Droga biegnąca przez piętnaście państw, mierząca około 25 000 kilometrów, urywa się na pograniczu Kolumbii i Panamy. Na przeszkodzie stoi Darién – pas górzystej, bagnistej, malarycznej dżungli opanowanej przez przemytników narkotyków. Ponieważ poprowadzenie tędy drogi jest niemożliwe, Autostrada Panamerykańska ma wybrakowane 87 kilometrów. Ten krótki odcinek przyprawia podróżników o spory ból głowy oraz uderza mocno po kieszeniach. Darién można ominąć na kilka sposobów. Najczęściej rowerzyści decydują się przelecieć nad dżunglą samolotem lub opłynąć ją jachtem. Dla nas obie te opcje są zbyt kosztowne. Nie stać nas na wydatek 300 dolarów za przelot, a tym bardziej 500 dolarów za pięciodniowy, luksusowy rejs jachtem. Spotkany po drodze Rumun wyjawił nam, że jest jeszcze jedna możliwość. Za połowę ceny lotu można przeprawić się motorówkami oraz miejscowymi łodziami rybackimi. Jest to przygoda kilkuetapowa i czasochłonna.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Adela Tarkowska