okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2015 >> 2/2015 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


Pracując nad lutowym numerem „Rowertouru”, z ciekawością zabrałam się za redagowanie wywiadu z Mają Włoszczowską. Gorąco go polecam. Poznajemy w nim Maję nie tylko jako sportowca, ale także człowieka. Jej wielką pasją, którą stara się realizować podczas kilku tygodni wolnych od treningów i startów, są podróże i to wcale nie rowerowe. Sporo do myślenia dała mi odpowiedź naszej najlepszej górskiej kolarki na pytanie o ewentualne wyprawy z sakwami. Wydawać by się mogło, że pani Maja ochoczo przytaknie i zacznie skarżyć się jedynie na brak czasu, tymczasem wyjaśniła, że na rowerze lubi przede wszystkim się ścigać, pedałować na lekko, bez balastu, raczej krótkodystansowo, za to intensywnie. To po raz kolejny pokazuje, jak różne są nasze rowerowe preferencje. Że można kochać rower, nie przepadając za wielodniowymi wyprawami z sakwami lub ograniczając się tylko do miejskich podróży. Sama jeszcze kilka lat temu traktowałam rower przede wszystkim jako środek na uwolnienie głowy od stresu, poczucie wiatru we włosach, pracujących mięśni, krwi krążącej w żyłach. Musiało być krótko, ale do siódmych potów. Dzieci zmieniły to podejście na wycieczkowo-rekreacyjne. I to nie tylko dlatego, że już nie możemy jeździć sami, tylko ja z mężem. Pojawiła się także odpowiedzialność, że mimo wszystko wolniej znaczy bezpieczniej dla nas, a równie ciekawie. Czy to znaczy, że któraś z form rowerowania jest gorsza? Absolutnie nie. Zdarza się, że nasi Czytelnicy krępują się mówić o swoich rowerowych wyborach, uznając, że krótkie wycieczki po najbliższej okolicy nie znajdą uznania w oczach redaktorów „Rowertouru”. Nic bardziej mylnego.
Ważne, aby jazda rowerem przynosiła nam satysfakcję, wietrzyła nasze siły, poprawiała kondycję naszego ciała. A to, dokąd jedziemy, ile kilometrów zrobimy, w takim ujęciu ma drugorzędne znaczenie.
W numerze lutowym poznajemy także szczegóły afrykańskiej podróży Kazimierza Nowaka, tym bardziej autentyczne, że wyłaniające się z jego listów do żony Marii. Listów, w których często więcej smutku i skarg na trudny los sakwiarza swoich czasów, niż radości z poznawanych krajów i ludzi. I znów pojawia się pytanie: co grało w duszy Kazimierza Nowaka, także męża i ojca, że zdecydował się opuścić bliskich i wyruszyć w kilkuletnią podróż rowerem przez Afrykę, ryzykując zdrowiem i życiem. Jakkolwiek chylę czoła przed osiągnięciami Nowaka, jego decyzja o wybraniu się w podróż w zestawieniu z odpowiedzialnością za rodzinę, budzi moje wątpliwości. Kiedy myślę o „Kochanej Maryś”, bo tak często tytułował kolejne listy, mam jednak wrażenie, że cena, którą za sławę i sukcesy zapłacili nie tyko Nowak, ale także, a może przede wszystkim jego bliscy, była bardzo wysoka (jak wiemy, podróżnik zmarł niedługo po powrocie do Polski).

Pozostając ze swoimi rozważaniami, tym chętniej zapraszam do lektury lutowego numeru.
Izabela Dachtera-Walędziak
redaktor naczelna