okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2008 >> Niemieckie porządki, czeskie góry i polskie dziury

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> pogranicze polsko-czesko-niemieckie


Niemieckie porządki, czeskie góry i polskie dziury

Marek Rokita
Góry Izerskie – samotność wśród kałuż

Trójstyk to takie miejsce na ziemi, gdzie zbiegają się granice trzech państw. W Polsce jest ich sześć. Jeden z nich obrałem za cel kilkudniowego wypoczynku. Właściwie to nie ja wybrałem – nie było po prostu innego wyjścia i albo nie jechać wcale, albo właśnie tam. Nie ma jednak czego rozpamiętywać, trójstyk polsko-czesko-niemiecki pełen jest ciekawych miejsc i pięknych, zróżnicowanych tras rowerowych, które można ze sobą na różne sposoby łączyć i porównywać.

Po przekroczeniu granicy w Zawidowie od razu widać, że czeska szosa jest szersza i gładsza, natomiast samochodów wyraźnie mniej. Po zjechaniu do wsi Višňová jest jednak jeszcze lepiej – świeżutki asfalt przez gęsty las w podeszczowej aurze. Czechy przywitały nas tym, z czego są znane cykloturystom nie od dziś. Niezłe drogi, dobrze oznakowane szlaki rowerowe, których jest tu wiele, dobrze zaopatrzone sklepy rowerowe, często w bardzo niepozornych miejscowościach, no i oczywiście niezliczona liczba niedrogich restauracji i gospód przy bardzo ograniczonej liczbie sklepów spożywczych.

Pierwsze rozczarowanie przyszło dopiero we Frýdlancie. Chyba jeszcze żaden czeski rynek nie zrobił na mnie tak mdłego wrażenia. Ale naszym celem nie to miasto i nie ten rynek, ani nawet nie ten zamek (dość podniszczony), lecz Ještěd (1012 m n.p.m.), dumnie wznoszący się szczyt w pobliżu Liberca. Pogoda bardzo zmienna, więc nadzieje na piękne widoki również niepewne. Po drodze ciekawe odkrycie – cyklobistro, czyli knajpka dla rowerzystów. Niestety, jest jeszcze za wcześnie, a tak chciałoby się sprawdzić, czym wewnątrz różni się to miejsce od innych. Drogi zapełniły się już rowerzystami. Te okolice objeżdżają głównie Czesi i Niemcy, no i oczywiście wszędobylscy Holendrzy, którzy Czechy upodobali sobie – zdaje się – w sposób szczególny i których można spotkać tu częściej niż na przykład Polaków.

Bidony zaczęły wysychać, a sklepu nie widać. Za całkiem wymagającym podjazdem na Křižanské sedlo (576 m n.p.m.), przypominającym miejscami Przełęcz Srebrną, potrzeby aprowizacyjne znacząco wzrosły. Na szczęście na dole był sklep – gdzieś w podwórzu, ale informacja o nim przy drodze.

 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”

 

 



Zdjęcie: Marek Duduś