okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 1/2015 >> Samotna podróż byłaby szaleństwem!

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Korespondencja >> Namibia – część II


Samotna podróż byłaby szaleństwem!

Michał Sitarz
Czasami kaktus bywa jedynym schronieniem przed palącym słońcem
Jak zwykle około godziny 17.30, czyli tuż przed zapadnięciem ciemności, rozglądamy się za odpowiednim miejscem na biwak. W tych warunkach odpowiednie miejsce to takie, które jest w miarę równe, osłonięte przed wzrokiem ludzi i nie jest najeżone kolcami. 
 
Szczęśliwie znajdujemy taki skrawek, wprowadzamy rowery, zacieramy ślady na piasku. Gdy zrzucamy bagaż, słyszymy odgłos samochodu. Jak zwykle w takich sytuacjach padamy na ziemię, mając nadzieję, że żadne spojrzenie nie wyłowi nas spośród ciągnących się aż po horyzont zarośli. Samochód przejeżdża ze sporą prędkością, mija nas. Uczucie ulgi. Niestety krótkotrwałe. Pikap zatrzymuje się, cofa. Nie ma sensu dłużej się chować. Kilku mężczyzn stojących na pace, tyłem do kierunku jazdy, widocznie baczniej obserwowało bezkresny busz, niżby nam się mogło wydawać. Wychodzę na drogę, nie chcę dać obcym pretekstu, aby mieli sposobność zlustrowania naszego ekwipunku, liczby osób i rowerów. Im mniej wiedzą, tym lepiej. Przeważnie, jeśli to możliwe, Ola pozostaje w ukryciu, a ja mówię, że jest nas trójka. Trzech mężczyzn, znaczy się. Trzech w chwili obecnej. Pozostali, rzecz jasna, dojadą później, po zmroku. Pytam czarnoskórego kierowcę o twarzy pokrytej licznymi bliznami, czy możemy spędzić noc w tym miejscu. Mężczyźni zdają się być przyjaźni, mówią, że są pracownikami pobliskiej farmy i nasz namiot absolutnie nie będzie dla nikogo problemem. Dziękuję za przyzwolenie, po czym stwierdzam, iż najwyższy czas zabierać się za rozkładanie obozu. Przecież zaraz wszystko spowije czarna noc i mocno ograniczy nasze możliwości percepcyjne, co nigdy, a w Afryce w szczególności, nie jest sytuacją pożądaną. 
Gdy samochód znika z pola widzenia, szybko wracam do rowerów, w kilkadziesiąt sekund zarzucamy worki na bagażniki i wytaczamy nasze jednoślady na drogę. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Aleksandra Nikitin