okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2014 >> 12/2014 >> W królestwie Ujgurów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Galeria >> Chiny Zachodnie


W królestwie Ujgurów

Joanna Kańdulska
Flaming Mountains, Płomienne Góry, Region Autonomiczny Sinciang Ujgur, Chiny

W tym wyjątkowym miejscu urzekło nas dosłownie wszystko. Ludzie, ich zwyczaje, kultura. Zachwyciły nas krajobrazy. Wracamy tu już po raz kolejny. Jednak po raz pierwszy na rowerach.

Region Autonomiczny Sinciang Ujgur leży w granicach Chińskiej Republiki Ludowej, ale zamieszkany jest przez Ujgurów – muzułmańską ludność pochodzenia turkijskiego, i przynależy do środkowoazjatyckiego kręgu kulturowego. To właśnie tu, na skraju Doliny Kaszgarskiej, znajduje się Kaszgar, miasto – oaza, legenda historycznego Jedwabnego Szlaku. Choć od lat Chińczycy dokonują skutecznej sinizacji regionu, warto zatrzymać się tu na dłużej. Tętni on zupełnie odmiennym życiem niż pozostałe części Państwa Środka. Przy odrobinie szczęścia w zakamarkach zakurzonych ulic odnaleźć można stary, magiczny, środkowoazjatycki świat.
Chiny Zachodnie potrafią nieźle dać w kość. Są trudne językowo, kulturowo, klimatycznie. Dodatkowo celem większości przebywających tu turystów są tzw. Chiny właściwe, a ich przyczółkiem oddalone od Kaszgaru o ponad 3000 kilometrów miasto Lanzhou. Pomiędzy nimi rozciąga się trudna do pokonania pustynia Takla Makan. Wielu rowerzystów decyduje się na przejazd tej trasy pociągiem. My, razem z poznaną w mieście parą Szwajcarów, podjęliśmy próbę przejechania tego odcinka rowerami. Miejscowości, które odwiedziliśmy w drodze do Lanzhou, to między innymi Kucza, Turpan i Dunghuang. Odległości pomiędzy nimi są ogromne, ich pokonanie zajmowało nam po kilka dni. Kiedy w końcu docieraliśmy do oaz, regenerowaliśmy siły i robiliśmy zapasy na dalszą drogę.
W ciągu dnia doskwierał nam upał i brak wody. Ale gdy nadchodziły chłodne już, październikowe wieczory, otaczająca nas pustka i cisza porażały swym pięknem.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Joanna i Jakub Kańdulscy