okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2014 >> 12/2014 >> Nigdy nie mów nigdy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Nigdy nie mów nigdy

Sławomir Bajew
 

Skoro czytacie te słowa, to pozwolę sobie wyciągnąć wniosek, że w jakiejś mierze jesteście zainteresowani jazdą na rowerze. Niektórzy z Was to pewnie (przepraszam za określenie, ale moim zdaniem jest bardzo trafne) stare wygi rowerowe. Na rowerowej pasji niejeden taki zjadł zęby, wyliniał, czasem zainwestował w nią fortunę... Ale pewnie są też tacy, którzy ledwie co zaczęli, którzy, tracąc zęby i włosy na innych pasjach, do grona zakręconych rowerowo dołączyli dopiero co. Pań oczywiście te przaśne żołnierskie żarty nie dotyczą. Gdybym miał wyrazić się jakoś dowcipniej o damskiej pasji trwającej od dłuższego czasu, raczej zrezygnowałbym z określenia „wyga”. Może próbowałbym brnąć w kierunku weteranki, patrząc niepewnie, jakiego rodzaju błysk pojawi się w oku damy po usłyszeniu takiego określenia. Może pokombinowałbym z dużym doświadczeniem, a może trzeba by było postawić na wytrwałe inwestowanie (oczywiście z widocznym gołym okiem znakomitym skutkiem) w zdrowie i urodę... No dobra, ale nie o tym pokrótce chciałem.
Mam kolegę. Wiem, już czuję Wasze cyniczne uśmieszki: i co z tego? My też mamy kolegów. Pewnie, że macie, ale nie takich... Dobra, nie wiem tego, ale przecież jakoś musiałem zacząć i postawić tego gagatka w centrum uwagi. Mój kolega w swoich kręgach mówił kiedyś o mnie tak: mam kolegę, rowerowego wariata, dojeżdża do pracy na rowerze nawet zimą, niektórzy to naprawdę mają nierówno pod sufitem. Przez wiele lat wytrzymywałem jego i innych złośliwe komentarze, uśmiechałem się łagodnie, choć robiło mi się przykro, że ani on, ani jego świta nie są w stanie dostrzec pozytywów płynących z tego sposobu docierania do pracy. Te pozytywy przecież dotyczą nie tylko mnie, ale w szerokim rozumieniu także ich. Ale wiecie co? Jak się okazuje, wszystko do czasu. Ów kolega dziś jest posadowiony gdzieś pośrodku pomiędzy starym wygą a tymi, co dołączyli dopiero co. Jeszcze nie zjadł na rowerze zębów, ale wydaje się, że smakowały mu za to wszystkie rozumy. Na wiarę rowerową nawrócił się gwałtownie, tkwiąc bez sensu w korkach przez ostatnie lata. Kiedy miasto było mniej zapchane, pozwalał sobie na złośliwe docinki pod moim adresem, dotyczące czasu przejazdu z punktu A do punktu B. Stopniowo, jak przybywa w naszych miastach samochodów, tak stopniowo zmienia się różnica między czasem dojazdu samochodem a rowerem na danym odcinku. I zmienia się na korzyść roweru. Nie mam zamiaru wyłuszczać tutaj wszelkich, ani nawet niektórych korzyści płynących z faktu uprawiania rowerowej aktywności. To oczywista oczywistość i drzwi dawno już otwarte. Choć zdaje mi się, że jeśli coś ma nas, Polaków, skutecznie powstrzymywać, są to właśnie otwarte drzwi i oczywistości oczywiste. Niemniej jednak mam kolegę, który zarzekał się, że nigdy, że to nie dla niego, że się nie opłaca, że coś tam i coś tam (potem już nie słuchałem jego lamentów), a jednak widzę go, jak codziennie rano (bez względu na pogodę) depcze przez miasto na rowerze roześmiany od ucha do ucha, wyluzowany, bez bagażu zjedzonych wcześniej rozumów... I kiedy czasem mijamy się na schodach, mojemu uśmiechowi nie towarzyszy „a nie mówiłem?”, a raczej „lepiej późno niż wcale”. l

Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, w paśmie przedpołudniowym prowadzi Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
 



Zdjęcie: Sławomir Bajew