okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2014 >> Łysa Góra bez czarownic

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Beskid Śląsko-Morawski


Łysa Góra bez czarownic

Krzysztof Grabowski
Przyjemny początek długiego i żmudnego podjazdu na Łysą Górę

Moravskoslezské Beskydy w Czechach to pasmo, które kiedyś zaliczano do Beskidu Śląskiego. Teraz jest osobnym bytem na mapach i w przewodnikach. I tak też warto je potraktować, czyli poświęcić mu osobny czas, a odkryje wiele wspaniałości.

Czechy znane są z dobrych szlaków rowerowych i przyjaznego nastawienia do cyklistów. Z tego powodu lubimy je odwiedzać na dwóch kółkach. Wschodnią, bliższą granicy z Polską część Beskidu Śląsko-Morawskiego, ze szczytem Jaworowym na czele (Javorový vrch), kameralnymi ścieżkami i górskimi chatami-hotelikami, mamy już zwiedzoną po kilkakroć w różnych wariantach. W końcu postanowiliśmy się zmierzyć z terenem nieco odleglejszym i z samą Królową Beskidów, bo tak Czesi nazywają Łysą Górę (Lysá hora), najwyższy szczyt wspomnianego pasma. Poświęciliśmy na to dwa dni i teraz wiemy, że to za mało.
Pierwszego dnia wybraliśmy się na spotkanie ze słowiańskim bożkiem Radegastem (Radogost), który mimo dość dziwnego, a nawet strasznego wyglądu, jest przyjazny gościom. Tak przynajmniej twierdzą etymolodzy, bo w nazwie doszukali się połączenia słów „rad” (miły) i „gost” (gość). A ponieważ pod taką samą nazwą kryje się też znane czeskie piwo, można rzec, że Radegasta spotyka się na każdym kroku. Niemniej ten jedyny i właściwy stoi na wysokości ponad 1100 metrów n.p.m., na szczycie o tej samej nazwie. Podjazd doń zaczęliśmy w Czeladnej (Čeladná), nieco na południe od miasteczka Frydlant nad Ostrawicą (Frýdlant nad Ostravicí), zaledwie 40 kilometrów od Cieszyna.
Jedziemy najpierw asfaltową drogą w odkrytym terenie. Niezbyt ciekawą, chociaż sielską, jak to na czeskiej wsi. Po kilku kilometrach pozostawiamy za sobą zabudowania i wjeżdżamy do lasu. Droga zwęża się, a obok towarzyszy nam strumień Czeladenka (Čeladenka).

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Krzysztof Grabowski