okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2014 >> Znad Morza Czarnego w Tatry

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Krym – Zakopane


Znad Morza Czarnego w Tatry

Rafał Buczek
Niespieszne pedałowanie przy akompaniamencie promieni słońca zachodzącego nad Morzem Czarnym

– Poczekaj! Nie mogę zrobić zdjęcia tego dworca! Pojadę jeszcze tam, bardziej na prawo... Może będzie lepiej! – próbuję przekrzyczeć uliczny gwar. Znudzony Kamil kiwa głową i czeka. Podjeżdżam ulicą kawałek dalej i znów próbuję łapać dobry kadr.

Nic z tego, wszędzie pełno ludzi, dookoła nas stragany, dodatkowo naprzeciw przystanek dla autokarów. A dworzec w Symferopolu jest naprawdę ładny. Robię kilka zdjęć bez specjalnego przekonania. Macham Kamilowi, że czas ruszać, i już razem kierujemy się niespiesznie ku Teodozji, na naszą trasę ochrzczoną mianem „Czarne > Bałtyckie 2013”. Ideą wyjazdu było przejechanie rowerami znad Morza Czarnego na Krymie na polskie wybrzeże Bałtyku. Plan zrealizowaliśmy w trzech czwartych – rowerami dojechaliśmy jedynie do Zakopanego…
Do Symferopola dojeżdżamy po 26 godzinach jazdy pociągiem ze Lwowa. Na szczęście nie ma problemów z rowerami, które zajmują cały przedział. Nie ma też kłopotów z biletami. Podróż upływa nam spokojnie i wesoło przy akompaniamencie języka ukraińskiego, którego ni w ząb żaden z nas nie rozumie.
Na stacji docelowej rowery rozpakowujemy, skręcamy, objuczamy sakwami i, jeszcze ze świeżością, charakterystyczną dla początku wyjazdów sakwiarskich, wprawiamy w ruch. Wyjazd z Symferopola jest dość szybki, dzięki czemu chwilę później jedziemy już pomiędzy drzewami i łąkami ku górzystemu wybrzeżu majaczącemu na horyzoncie. Po drodze mijamy stragany z arbuzami i winogronami. Jako że wystartowaliśmy tego dnia dopiero około godziny 15, udaje nam się przejechać ledwie 70 kilometrów i już słońce chowa się za najwyższymi szczytami. Na nocleg zjeżdżamy z asfaltu na niewysokie zbocze, znajdujemy kawałek płaskiego miejsca na skraju lasu i zasypiamy z ogromnymi nadziejami na powodzenie wyprawy.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Rafał Buczek