okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2014 >> Zobaczyć, co jest za zakrętem

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Na szlaku >> Polska dookoła


Zobaczyć, co jest za zakrętem

Szymon Kandulski
W Bieszczadach żyję bardziej

Tak naprawdę wcale nie planowałem tej wyprawy. Tak naprawdę po głowie chodził mi wyjazd na zachód, razem z kolegą, dotychczasowym kompanem moich rowerowych eskapad. Tak się jednak nie stało.

Im bardziej zbliżał się czas wyjazdu w stronę Atlantyku, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że nie chcę z nikim dzielić podróży. Nie chcę być na kogoś skazany. Egoistycznie chcę doświadczyć wszystkiego sam.
Uznałem, że skoro rok wcześniej przejechałem Polskę w poprzek, tym razem objadę ją dookoła. Co więcej, wyjadę za zakręt, przy którym skończyłem tamtą podróż i odpowiem sobie na pytanie, które gryzło mnie przez miniony rok. Wyruszę, by zobaczyć, co jest za owym zakrętem.
Nabyłem mapę Polski. Z grubsza wytyczyłem drogę. Zajęło mi to jakieś 10 minut. Tak, zdecydowanie z grubsza. Założenie było proste: trzymać się jak najbliżej granicy i już.
W nocy poprzedzającej wyjazd spałem może dwie godziny. Ogromne podekscytowanie nie pozwalało mi zasnąć. Z samego rana pojechałem na targ i kupiłem dres, by móc wszędzie, gdzie będę, czuć się jak w domu. Jak powiedział Aleksander Superwłóczęga, bohater opartego na prawdziwej historii filmu Seana Penna „Wszystko za życie”: „Jestem podróżnikiem, którego domem jest droga”.
28 czerwca 2013 roku stało się. W samo południe, spod lwóweckiego zegara wyruszyłem w pogoń za przygodą. Przez pierwsze 15 kilometrów towarzyszył mi tata. Nie spodziewałem się, że stara droga krajowa nr 2 pomiędzy Świebodzinem a Rzepinem będzie aż tak pagórkowata. Stanąłem na pedały, żeby trochę przycisnąć. Rower z sakwami z przodu zachowywał się zupełnie inaczej. Odpuściłem stawanie. Dotarłem do Słubic. Stąd już na południe. Jechałem wolniej, niż się spodziewałem. Towarzyszył mi południowo-zachodni wiatr. Następnego dnia w sklepie w Cybince podsłuchałem, że stan Odry jest dość wysoki, w związku z czym dnia poprzedniego nie kursował prom, którym chciałem przeprawić się w stronę Gubina.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



 



Zdjęcie: Szymon Kandulski