okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 10/2014 >> W krainie klifów, owiec i torfu

nowości

Domowe wyścigi

Pogoda tej wiosny nas nie rozpieszcza, więc jeśli nie lubicie moknąć na rowerowej wyprawie, w oczekiwaniu na piękną aurę można zająć się... »

Butelka wielofunkcyjna

Na jednej z platform służących do zbierania pieniędzy na realizację ciekawych projektów zaprezentowano interesujący projekt butelki.... »

Ciepło i wygodnie

Damska koszulka termiczna marki Bontrager została wykonana z miękkiej, elastycznej i lekkiej tkaniny Profila Thermal. Zamek sięga do połowy... »

Grafen w oponie?

Grafen to rewolucyjny materiał pochodzący z grafitu i wykazujący niesamowite właściwości. Jest to jednoatomowej grubości struktura cząstek... »

E-sakwa?

Ortlieb nie zamierza przegapić e-bike'owego szaleństwa, więc zaprezentował sakwę do rowerów elektrycznych! Na szczęście sakwa nie ma... »

Shimano do gravela

Japoński producent właśnie przygotowuje pierwszą partię osprzętu zupełnie nowej grupy. GRX została opracowana z myślą o rowerach... »

poradniki

Pod napięciem

Szmer elektrycznego silnika przenosi nas w zupełnie inny wymiar rowerowej przygody. Od teraz wszystko jest jakby inne. Podjazdy bardziej płaskie, a... »

Na szlaku >> Irlandia. Z Galway do Belfastu


W krainie klifów, owiec i torfu

Maria Januś, Marcin Lecki
W tych pięknych okolicznościach przyrody rowerowanie to czysta przyjemność

Irlandzki Donegal. Dlaczego? Bo jest dziki, a populacja owiec znacznie przewyższa ludzką. Tyle w skrócie. A tak naprawdę dlatego, że widzieliśmy już większą część Irlandii, ale nigdy nie było okazji, by dotrzeć na jej północne peryferie.

Padło na rower, 10 dni. Czas – przełom lipca i sierpnia, bo średnie temperatury są wtedy najwyższe, a opady umiarkowane. W miarę, bo to w końcu Irlandia. Trasa: Galway – Belfast wybrzeżem, przy okazji zahaczymy o brytyjską część wyspy.
Od wczesnych godzin porannych wita nas piękne słońce. Wyruszamy z Galway w kierunku Sligo. Na etapie planowania rozważaliśmy opcję przejazdu przez góry Connemara, ale ograniczenia czasowe zdecydowały, że pominęliśmy ten etap i skoncentrowaliśmy się na eksploracji hrabstwa Donegal. Trasę ustaliliśmy tak, by jak najmniej korzystać z dróg krajowych i regionalnych, natomiast jak najwięcej z bocznych, uroczych dróżek wśród pastwisk, gdzie ruch zwykle jest znikomy. Pierwszy dzień to tak naprawdę oswajanie się z rowerami dociążonymi sakwami, sprzętem biwakowym i statywem. Przez dużą część wyprawy towarzyszą nam majaczące w oddali szczyty Connemary. Tego dnia pokonujemy najdłuższy odcinek wyprawy, bo aż 148 kilometrów. Na szczęście pogoda sprzyja i dopiero przy rozbijaniu namiotu zaczyna delikatnie mżyć. W zachodniej części Irlandii deszcz pada średnio dwa razy częściej niż na wschodzie wyspy, czyli 200-250 dni w ciągu roku. Pole namiotowe w Rosses Point ma dobrą lokalizację. Nad morzem, przy pięknej piaszczystej plaży, jest cicho i spokojnie, a w dali majaczy charakterystyczny stołowy kształt góry Ben Bulben, która króluje nad miastem Sligo. Chwilę przed zmrokiem chmury znikają, pokazując latarnię morską w ciepłych barwach, na tle pięknego zachodu słońca.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Maria Januś