okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2014 >> Zachwytem dusza wyje

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Na szlaku >> Podlasie


Zachwytem dusza wyje

Sławomir Bajew
Mocne wejście na szlak, czyli kładka Waniewo – Śliwno

Miarowy stukot kół pociągu na trasie kolejowej E75 z Warszawy do Białegostoku uspokaja mnie na tyle, że zapominam o wielkim wagonie zmartwień, z którym wybrałem się na wakacje. Nie planowałem, żeby koniecznie z tym wagonem – tak wyszło. Wagon telepie się na końcu, ale na razie trudno go dostrzec, bo na tej trasie, jak prawie na żadnej innej w Polsce, zakrętów jak na lekarstwo.

Właśnie waży się decyzja, czy nie zamknąć całkowicie trasy, żeby w niespełna dwa lata dokonać modernizacji przy wyłączonym ruchu, bo czym kończy się remont przy ruchu otwartym, wiedzą ci z was, którzy z rowerem, czy bez, próbowali przedostać się pociągiem z Warszawy do Gdyni lub Gdańska. Gehenna na tym odcinku trwa już ponad osiem lat! Jadę pociągiem, ale już jestem na rowerze. Sakwy grzecznie ułożone na półkach. W marketowej foliówce na kolejowej kanapie przygotowane kanapeczki i picie. Stuk, stuk, puk, puk... miarowość terapeutyczna... stuk, puk. Z przedziału widok na lewo (równina), na prawo (równina) i w przód (dyndające rowery, zawieszone niczym szynki na hakach). W przedziale ja, on i jego żona. Wszyscy z rowerami i raczej razem się wybraliśmy. Czuję się jednak jakiś odłączony, bo ten mój wagon zmartwień, teraz miarowością puków wczepiony w koniec pociągu, spokoju mi nie daje. Teraz niewidoczny, ale wiem, że jest i gdy tylko wyśliźniemy się z pekapowskiej gąsienicy na peron w Łapach, to zaraz zawiadowca gwizdnie przeraźliwie, machnie czerwonym lizakiem i nakryty wielką jak lotnisko, kolejową czapą wrzaśnie:
– A zabieraj mi to, pan, ale już!
Nikt, kto przyjeżdża pod Białystok z Polski wspaniałej i bogatej, pomocy nie oczekuje. Na zachodzie sami sobie wszystko zawdzięczamy. To u nas przecież autostrady, wielkie handlowe centra, parki rozrywki, pęd miast, nocne życie i... niestety brak czasu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Sławomir Bajew