okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2014 >> Pięć metrów od sławy

nowości

Przerzutka bez kabli

Rowerowy świat zatrząsł się w posadach. Wszyscy mówią tylko o jednym: SRAM pokazał system AXS, czyli elektroniczne i bezprzewodowe... »

Opony dla zbyt szybkich!

Schwalbe nie udaje, że rowery elektryczne rozpędzają się tylko do 25 km/godz. Dla tych, których ograniczenia i limity nie interesują i... »

Buty cywilne

Sidi zawsze było znane z produkcji butów przeznaczonych raczej do sportu, niż do rekreacji. Zaawansowane modele szosowe i MTB wciąż... »

poradniki

E-kity bez kitu

Czy się nam to podoba, czy nie, rowery elektryczne zalewają rynek i coraz częściej pojawiają się na szlakach i drogach. Taki jest trend i... »

Wygoda i moc

Buty to często bardzo niedoceniany element ubioru rowerzysty. W odróżnieniu od tych, które nosimy na co dzień, te rowerowe... »

Rowerowa Baza Podjazdów >> Karpacz – świątynia Wang


Pięć metrów od sławy

Michał Książkiewicz
Na jednej z szesnastoprocentowych ścianek na ulicy Myśliwskiej

Mawiają, że najciemniej jest pod latarnią. Szosami przez Karpacz przejeżdżałem kilkanaście razy, nieświadomie, jak tysiące kolarzy, mijając – o zaledwie pięć metrów – najbardziej stromą ulicę w Polsce. Nawet się przy niej kilkakrotnie zatrzymałem, ale zawsze patrzyłem w górę, na świątynię Wang... A trzeba było skierować wzrok w dół. Dopiero aktualizacja google maps otworzyła mi oczy.

Wspomniana świątynia jest w Karpaczu najwyżej położonym punktem, do którego można w miarę komfortowo dojechać rowerem szosowym. Analizując okoliczne podjazdy, to miejsce przyjąłem za ich punkt końcowy, zaś za początek obrałem skrzyżowanie z drogą wojewódzką nr 366, łączącą Kowary ze Szklarską Porębą.
Najbardziej znany wśród rowerzystów i kibiców jest wariant prowadzący przez Orlinek. Jadąc w stroju kolarskim, zawsze można tu liczyć na gorący doping przypadkowych turystów. Popularność Orlinka nie wzięła się znikąd. W ciągu ostatnich 20 lat zawodowi kolarze wspinali się tędy aż 91 razy! 79 podczas międzynarodowego wyścigu Tour de Pologne,
11 na międzynarodowym wyścigu juniorów Sudety Tour i raz w trakcie Wyścigu Pokoju. Najczęściej gościli w latach 1999-2007 i w 2012 roku. Podjazd od skrzyżowania w Miłkowie do zakrętu na Orlinku liczy sześć i pół kilometra przy różnicy wzniesień 360 metrów. Szosowcy lubią tędy jeździć nie tylko ze względu na walory treningowe trasy, ale także wzorcową jakość asfaltu. Przez pięć kilometrów jedzie się główną szosą prowadzącą do centrum Karpacza, czemu towarzyszy ożywiony ruch samochodowy. Początkowo podjazd jest bardzo łagodny, choć stopniowo narasta. Znana z wielu relacji telewizyjnych „ściana płaczu” ulicy Olimpijskiej na Orlinku wydaje się być mocno przereklamowana.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Michał Książkiewicz