okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 10/2014 >> 10/2014 >> Nie jestem gringo

nowości

Domowe wyścigi

Pogoda tej wiosny nas nie rozpieszcza, więc jeśli nie lubicie moknąć na rowerowej wyprawie, w oczekiwaniu na piękną aurę można zająć się... »

Butelka wielofunkcyjna

Na jednej z platform służących do zbierania pieniędzy na realizację ciekawych projektów zaprezentowano interesujący projekt butelki.... »

Ciepło i wygodnie

Damska koszulka termiczna marki Bontrager została wykonana z miękkiej, elastycznej i lekkiej tkaniny Profila Thermal. Zamek sięga do połowy... »

Grafen w oponie?

Grafen to rewolucyjny materiał pochodzący z grafitu i wykazujący niesamowite właściwości. Jest to jednoatomowej grubości struktura cząstek... »

E-sakwa?

Ortlieb nie zamierza przegapić e-bike'owego szaleństwa, więc zaprezentował sakwę do rowerów elektrycznych! Na szczęście sakwa nie ma... »

Shimano do gravela

Japoński producent właśnie przygotowuje pierwszą partię osprzętu zupełnie nowej grupy. GRX została opracowana z myślą o rowerach... »

poradniki

Pod napięciem

Szmer elektrycznego silnika przenosi nas w zupełnie inny wymiar rowerowej przygody. Od teraz wszystko jest jakby inne. Podjazdy bardziej płaskie, a... »

Wyprawa numeru >> Meksyk


Nie jestem gringo

Piotr Strzeżysz
Tonalá, poranek w domu Rigoberta Maza – jednego z wielu gościnnych Meksykanów, jakich spotkałem po drodze

– Hej! Nie wiesz, czy gdzieś w tej okolicy mógłbym rozbić namiot na jedną noc? – pytam siedzącego na kamiennym murku kilkunastoletniego chłopca. – Namiot? Na jedną noc? Możesz to zrobić na naszym podwórku, ale poczekaj, jeszcze zapytam babcię – co powiedziawszy, chłopiec zniknął w drzwiach ogromnej przyczepy kempingowej, przerobionej na mniej lub bardziej tymczasowy dom.

Najpierw wypatruję z drogi przyczepę, dopiero potem zauważam siedzącego nieopodal chłopca. A więc może jednak jest w tym mieście kemping, myślę i kieruję się w stronę szeroko otwartej bramy, prowadzącej na teren oświetlony nikłym światłem latarni.
Kempingu szukam przynajmniej od godziny, a może i dłużej. Do przygranicznego miasta Nogales („nogales” to po hiszpańsku „orzechy włoskie”) dojeżdżam późnym popołudniem. Decyduję więc, że granicę przekroczę dopiero następnego dnia, rankiem, kiedy temperatura na pustyni Sonora nie sięga jeszcze 40 kilku stopni, ale „zaledwie” niecałe 30.
Pomijając niewątpliwą zaletę korzystania z przyjemniejszych warunków pogodowych o świcie, biorę pod uwagę także sugestię większości spotykanych po drodze Amerykanów, którzy radzili, aby pierwszy nocleg w Meksyku spędzić jak najdalej od granicy. Opinia mieszkańców Stanów Zjednoczonych na temat bezpieczeństwa i warunków panujących u ich południowego sąsiada nie zmieniła się od czasu, kiedy dwa lata wcześniej pedałowałem z Las Vegas do Guadalajary. Prawie wszyscy, którym mówiłem, że jadę do Meksyku, pytali mnie, czy spisałem testament, ostrzegając przed grasującymi w tym kraju bandami przemytników i młodocianymi członkami karteli narkotykowych. Jak tylko przekroczysz granicę, mówili, zaraz utną ci głowę, a jak będziesz miał szczęście, to tylko okradną, pobiją i zostawią nagiego na drodze.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Piotr Strzeżysz