okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 10/2014 >> Z rowerem wśród zwierząt

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Korespondencja >> Namibia – część I


Z rowerem wśród zwierząt

Michał Sitarz
Martwe pnie drzew w Dead Vlei

Podróż do Namibii odkładaliśmy od kilku lat. Obawialiśmy się, że niekończące się druciane płoty wzdłuż wielu dróg ograniczą i przytłoczą nas, że nie sposób pokonać kilometrów piachu wiodących do najbardziej atrakcyjnych miejsc, że kraj z największą na świecie liczbą skorpionów i śmiertelnie niebezpiecznych węży to nie miejsce na rower i swobodne biwakowanie.

Do tego wielkie odległości pomiędzy źródłami wody, realne zagrożenie ze strony słoni, lwów, nosorożców i innych dzikich zwierząt. Kilka osób, które znają Namibię, odradzało nam ten kraj właśnie z tych i podobnych względów. Mówiły, że kraj, owszem, jest fantastyczny, ale z perspektywy samochodu z napędem na cztery koła. Do tego publikacje, takie jak przewodnik Lonely Planet, w których można przeczytać, że Namibia to kraj całkowicie nieodpowiedni na rowerową podróż. Wychodzimy jednak z założenia, że dopóki sami nie spróbujemy, nie będziemy wiedzieć, jak jest naprawdę. Decydujemy się więc na Namibię – kraj pomiędzy pustyniami Namib i Kalahari, o powierzchni prawie trzykrotnie większej od Polski, zamieszkany przez nieco ponad dwa miliony ludzi.
W Warszawie bez kłopotu udaje nam się nadać okazałe pakunki z bagażami. Krótki lot i siedem godzin oczekiwania we Frankfurcie na właściwy statek powietrzny. Po dziesięciu godzinach lotu osiadamy na odległym lądzie. Kartony z rowerami i reszta sprzętu, zapakowane w worki na zboże, wyglądają na nienaruszone. Nie dowierzamy, że to już, że zaraz opuścimy lotniskowy terminal i wkroczymy w nową rzeczywistość. Światło i temperatura są bardzo przyjemne. Ciężko uwierzyć, że to tutejsza zima. Poskładanie rowerów i przepakowanie bagażu zajmuje sporo czasu. W końcu, gdy wszystko jest gotowe, niezbyt pewnie pokonujemy pierwsze metry. Musimy szybko przywyknąć do jazdy na obładowanych rowerach, dodatkowo pamiętając, że ruch jest tutaj lewostronny.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Michał Sitarz i Aleksandra Nikitin