okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2014 >> 9/2014 >> Ty, niedźwiedź, wskaż drogę!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Rosja - Kamczatka


Ty, niedźwiedź, wskaż drogę!

Kamila Kielar
Wulkan Wiluczyński ma wręcz podręcznikowy, stożkowaty kształt
Już po wjechaniu na górę, mieszkańcy bazy pod wulkanem Awaczyńska Sopka mówią, że mój rower jest jak najpopularniejszy na Kamczatce środek transportu – kamaz z napędem na sześć kół. Bo też ma dziesięć biegów, też jeździ po drogach, na których żaden inny samochód nie dałby sobie rady, ma również system wyciągarek, czyli mnie. I tylko zawartość mojego bidonu procentowo różni się od zawartości bidonu kierowców kamazów.
 
Podróż na Kamczatkę była kontynuacją projektu „Najdalszy zachód, najdalszy wschód”, który rozpoczął się samotnym przejechaniem rowerem Alaski dwa lata temu. Wyprawa zakładała przejechanie w pojedynkę Kamczatki na rowerze i dotarcie w ten sposób nie tylko do najciekawszych zakątków półwyspu, ale również do serc Rosjan. Nie jest to trudne, wystarczy łowić z nimi ryby nad Morzem Ochockim, wjechać rowerem do bazy pod wulkanem, wejść do krateru, stać się częścią społeczności Ewenków, wyjść za kamczackiego myśliwego, zjeść oczy ryby, sfotografować cmentarzysko bezimiennych statków. Dzień, jak co dzień, na Kamczatce. 
Śnieg – mówili. Śnieg będzie. Przypominam sobie słowa Jewgenija z Pietropawłowska Kamczackiego, kiedy w połowie trasy do base campu pod czynnym wulkanem Awaczyńska Sopka drogę przecina mi potężny jęzor lodowca. Chyba mamy inną definicję śniegu, ten jest prawie nie do przejścia, poza tym jest lipiec – myślę i zsiadam z roweru. Moje tempo niewiele różni się od tego, które miałam, podjeżdżając rowerem obładowanym sakwami, po dnie na wpół wyschniętego koryta rzeki, pełnego mułu, piachu, żwiru i kamieni. 
Mgła, która do tej pory nie utrudniała specjalnie jazdy, na lodowcu osiąga swoje apogeum. Idę, pchając rower pod stromy lodowiec, wpatrując się w ślady potężnych kamazów, które jako jedyne były w stanie dojechać do bazy. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Kamila Kielar