okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2014 >> 9/2014 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


Redagując artykuły do „Rowertouru”, wielokrotnie zastanawiałam się, co popycha ludzi do tego, aby rzucić wszystko, co wiąże ich tu i teraz, wsiąść na rower i ruszyć przed siebie z bliżej nieokreśloną datą powrotu? Na pewno ciekawość, znudzenie codziennością, powtarzalnością… Co istotne, rzadko są to osoby, które właśnie skończyły studia, a przed podjęciem zawodowych i życiowych zobowiązań, chcą jeszcze, choć przez chwilę, poczuć się wolne, poznać świat, który jest na wyciągnięcie ręki. Współcześni nomadzi to najczęściej trzydziesto-, czterdziestolatkowie, którzy w pojedynkę lub w parze postanawiają zmienić swoją ustabilizowaną rzeczywistość. Rzucają więc pracę, sprzedają mieszkania, samochody, pakują sakwy i ruszają przed siebie. Taka postawa – bycia w drodze – wymaga sporej odwagi i skierowania myślenia o przyszłości najdalej na jutro. Bo trudno odpowiedzieć na pytanie, co potem, a każda podróż przecież kiedyś się skończy. 
W przyszłość, najdalej na kilka miesięcy, wybiega Hiszpan, Juan Menéndez Granados, z którym rozmowę polecam we wrześniowym „Rowertourze”. Ze słonecznej Hiszpanii przeprowadził się do Norwegii, aby tam przygotowywać się do kolejnego wyzwania – dotarcia rowerem na biegun południowy jako pierwszy człowiek w historii. Juan nie szukał sponsorów. Do wyprawy trenował miesiącami, jednocześnie dużo pracując, aby zebrać pieniądze. – Kiedy wracam do domu po 17 godzinach na nogach, mam ochotę rzucić te idiotyczne rowerowe wyprawy, wrócić do Hiszpanii i wsiąknąć w typowy dla południowych rejonów klimat spokojnego przeplatania pracy z wypoczynkiem. Ale to droga na skróty, rzucenie ręcznikiem i po prostu poddanie się – mówi. 
Podróżnicy rowerowi, w tym nasi autorzy, dzielą się na tych, którzy wyprawy, nawet w najdalsze zakątki świata, podejmują raz do roku, a do kraju wracają maksymalnie po kilku tygodniach. O urlopy zabiegają dużo wcześniej, a po powrocie rzucają się w wir pracy, radośnie witani przez rodzinę i przyjaciół. Druga grupa to podróżnicy w drodze od miesięcy, ba – nawet lat, obowiązkowo bez biletów powrotnych w sakwach, jak na przykład Daria i Marcin Grzybowscy, którzy w tym numerze zabierają nas na indonezyjskie wyspy. Na pytanie, gdzie będą za rok, potrafią wskazać jedynie kierunek podróży. To droga nie dla każdego. Zdecydowanie zaliczam się do tej pierwszej grupy. Myślę, że nawet gdybym mogła pedałować przez rok, nie umiałabym. Niewiedza, co będzie jutro, raczej budziłaby we mnie niepokój niż radość z oczekiwania na Nieznane. Chwała współczesnym nomadom. Gdyby nie oni, kto pisałby dla nas te wszystkie barwne, niespieszne opowieści, a na pytanie, czy zdążycie wrócić na galę wręczenia nagród „Rowertouru”, odpowiadałby po prostu: „nie wiemy”. 

Izabela Dachtera-Walędziak
redaktor naczelna


Zdjęcie: Piotr Walędziak