okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2014 >> 9/2014 >> Podróż trwa nadal

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Podróż trwa nadal

Sławomir Bajew
 
Przed miesiącem przeżywałem rozterki związane z pakowaniem bagażu na wyprawę rowerową i już oto po wszystkim. Kilometry przejechane. Zabytki zwiedzone. Krajobrazy obejrzane. Koniec. Teraz już tylko narzekanko, że tak krótko, że już trzeba do pracy, a z podróży pozostanie tylko mgliste wspomnienie. O, co to, to nie! Jaki koniec? Żadnego marudzenia, choć tegoroczne rowerowanie przebiegało w dość trudnych dla mnie okolicznościach życia osobistego. 
Podróż nie trwa tylko w czasie, gdy się toczy, chociaż jadąc, ten właśnie wymiar najmocniej odbieramy. Dobre wędrowanie pracuje w nas jeszcze długo, długo po powrocie do domu. Kiedy jednak człowiek wędruje, mierząc się ze swoim utrapieniem, i ludzie, i krajobrazy docierają do niego jakby za mgłą. Innymi słowy, troski (których przecież nie brak) potrafią zatruć radość podróżowania. Daleki jestem od twierdzenia, że jak chce się rozwiązać problemy, trzeba wsiąść na rower. Po pierwsze, niektórych kłopotów się nie rozjeździ, po wtóre zaś, wyprawiać się można nie tylko rowerem. Mnie rower jednak ze wszystkich sposobów podróżowania pasuje najbardziej. Jego niespieszność i kontaktowość przekonują najmocniej. 
W tym roku, oprócz dobrze skomponowanego bagażu w sakwach i namiotu, wlokłem ze sobą wielką w sercu zgryzotę. Z dwóch tygodni jazdy na rowerze większość dni rozpoczynała się i kończyła przyduchą duszy. Jakby coś na piersi ciężkiego usiadło, coś, co mi utrudniało oddychanie, patrzenie... WIDZENIE! 
Pewnego jednak dnia, kiedy kręcąc korbami pokonywałem piaszczyste wzniesienie, uświadomiłem sobie rzecz banalnie prostą, wszak dla mnie była jak iluminacja, pozwalająca na wyzwolenie z więzienia myśli. Otóż, niespodziewanie 
zacząłem doceniać każdy ruch tarczy roweru, każde przekręcenie korbami. Dostrzegłem w owej drobnej i z pozoru bez znaczenia (w kontekście ciągnącej się, prawie 1300-kilometrowej podróży) czynności pojedynczego przekręcenia coś, co mnie jednocześnie oddala od miejsca startu i przybliża do celu podróży. Każdym ruchem nóg zagłębiam się w podróży i jednocześnie zbliżam do jej rozwiązania. 
Co znaczy jeden ruch, kiedy na rowerze jesteś przez cały dzień, tydzień, dwa tygodnie? Kiedy kręcisz średnio 80 razy na minutę przez osiem godzin dziennie... Już nie mówię, że nic nie znaczy... Podróż z gwoździem w sercu (jak ją nazwałem) wyczuliła mnie na pojedyncze chwile w życiu. Choć staram się żyć uważnie, pewnie daleko mi jeszcze do pełni i doskonałości. Zresztą, czy o doskonałość w życiu chodzi? Mam być producentem czynów doskonałych? Żadną miarą. 
Jadąc przez Polskę i podziwiając ją zza mgły serca, dziękuję mimo wszystko za spotkanych ludzi, za widoki i architekturę. Dziękuję. Teraz podróż zaczyna swoją pracę na postoju. 
Dociera do mnie i ocala dobroć, jakiej doznałem od współtowarzyszy podróży i przygodnie spotkanych osób. Jechanie się skończyło, ale podróż trwa nadal. Każda chwila. Mała chwila. Nic nie znaczy? Hola, hola! Spróbuj przejechać 
na rowerze jakikolwiek dystans, rezygnując z pojedynczych ruchów korbą. Co wybierzesz? 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, w paśmie przedpołudniowym prowadzi Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
 


Zdjęcie: Sławomir Bajew