okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2014 >> Na plaży u Greka Zorby

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Kreta


Na plaży u Greka Zorby

Anna i Piotr Paryzkowie
Piękna Chania o poranku

Gdzie tu jechać na jesienne wakacje? Od dawna marzy nam się Beskid Niski na rowerach. Ale w październiku z dzieckiem pod namiot? Eee… Nic z tego, trzeba postawić na pewniaka – greckie słońce, grecka kuchnia, greckie góry i morze oraz przelot tanimi liniami z Wrocławia do Chanii na Krecie.

Po wiosennych doświadczeniach zmodyfikowaliśmy formułę wyjazdu. Zaplanowaliśmy trasę w taki sposób, żeby mieć siłę i czas na niezaplanowane zmiany, gdyby pojawiło się coś ciekawego. Nie chcieliśmy już gnać od punktu do punktu, bo spieszymy się na prom, bo coś nas goni.
Lądujemy na lotnisku w Chanii późnym, październikowym wieczorem – jest ciepło i przyjemnie. Jurek, o dziwo, nie przejawia zmęczenia, szaleje na lotnisku z innymi dziećmi. Piotr skręca rowery (wszystko działa, nic nie pogięte, felgi całe), ja przepakowuję sakwy i około godziny 22 jesteśmy gotowi do wyjazdu. Przede wszystkim musimy znaleźć nocleg. Jeszcze przed wylotem, dzięki forum podrozerowerowe.info uzyskaliśmy namiar na oddalony o cztery kilometry od lotniska kościół z placem, na którym zmieści się namiot. Miejsce znajdujemy, są i krany, a w nich woda.
Następnego dnia pedałujemy już zgodnie z planem wzdłuż kreteńskiego wybrzeża. Robimy zakupy w supermarkecie w Chanii, jakimś cudem znajdujemy kartusz z gazem i kierujemy się do Kolymvari. Po drodze zatrzymujemy się na cmentarzu niemieckich spadochroniarzy z 1941 roku (przy okazji oglądamy znajdujący się niedaleko minojski grobowiec). Tu właśnie Niemcy przeprowadzili największą operację powietrzno-desantową. Udana dla najeźdźców, chociaż kreteńscy górale, wspomagani przez brytyjskich komandosów, cały czas dzielnie walczyli. Udało się nawet porwać niemieckiego głównodowodzącego, generała Heinricha Kreipe. Można o tym przeczytać w książce brytyjskiego żołnierza i podróżnika Stanleya Mossa „Ill Met by Moonlight”. Niespiesznie pedałujemy w kierunku klasztoru Moni Gonia – tam musi być woda, a gdzieś w okolicy poszukamy miejsca pod namiot.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Piotr Paryzek