okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2014 >> 8/2014 >> Adela, a gdzie jest twój rower?!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Peru


Adela, a gdzie jest twój rower?!

Adela Tarkowska
Zewsząd spływają w stronę drogi wodospady i małe potoki

Jest słoneczne, ciepłe popołudnie. Jedziemy wąską, spokojną drogą. Asfalt wije się łagodnie wśród żółtych, płowych traw, na których pasą się alpaki. Poboczem spieszą kobiety w długich spódnicach i melonikach. Pasterki doglądające swych zwierząt pozdrawiają nas serdecznie, a dzieci wybiegają licznie z glinianych domów z okrzykiem „gringo, gringo”!

Nasza przygoda w Peru zaczyna się nad brzegami jeziora Titicaca, słynnego z dryfujących po nim wysp ludu Uros, który żyje na unoszących się na jeziorze platformach skonstruowanych z sitowia. Niezwykły styl życia, kolorowe stroje, piękne łodzie oraz finezyjne, trzcinowe chatki przyciągają codziennie rzesze turystów. Na wycieczkę wybieramy się i my, ale po pierwszym zachwycie nad bajkową krainą ogarnia mnie wstyd, że zaglądam ludziom do chat wraz z innymi ciekawskimi Europejczykami. Ruszamy dalej, kierując się w stronę Cuzco oraz słynnych ruin Machu Picchu – XV-wiecznej, inkaskiej twierdzy, uznawanej za jeden z siedmiu cudów świata nowożytnego.
Najpierw jedziemy brzegiem jeziora po andyjskim płaskowyżu Altiplano, który rozciąga się pomiędzy Boliwią a Peru. Przed nami rysuje się łagodny podjazd, który zdobywamy swobodnie, nie mając pojęcia, że właśnie wjeżdżamy na rekordową dla nas wysokość 4338 metrów n.p.m. Gdy uświadamia nam to tabliczka na szczycie, nie posiadamy się ze zdumienia. Rozbijamy namiot zaraz za przełęczą. Księżyc w pełni oświetla ośnieżone szczyty, potęgując radość. W nocy, w namiocie rejestrujemy dziewięć stopni poniżej zera. W Andach nastała zima, która przypomina nam o sobie. Rano zjeżdżamy do przydrożnych, gorących źródeł, w których możemy wygrzać zziębnięte kości.
Na naszej trasie co jakiś czas pojawiają się kierunkowskazy prowadzące do przeróżnych ruin. Podążając za strzałką, trafiamy do Raqchi. Okazuje się, że to tak zwane żywe ruiny, leżące w centrum wioski.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Krzysztof Józefowski