okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2014 >> Dzień dobry, panie reniferze

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Finlandia


Dzień dobry, panie reniferze

Kamila Gruszka
Rowerami jeździliśmy w parkach narodowych Finlandii – tu w parku Syöte

Pakujemy do bagażnika samochodu wszystko, co potrzebne, czyli: jedzenie, sprzęt biwakowy, grzewczy, prysznic solarny, baniak na wodę. Nie zapominamy o dzieciach i... ruszamy przed siebie. Tak zwykle wyglądają nasze wyjazdy, a Finlandia wydała nam się idealnym krajem na rowerowe zwiedzanie.

Samowystarczalnie i zazwyczaj blisko przyrody. Omijamy miasta, a raczej chłoniemy krajobrazy. Wyszukujemy klimatyczny kemping lub rozbijamy się na jakiejś polance na dziko i stamtąd udajemy się na wycieczki piesze bądź rowerowe. Po kilku dniach zwijamy obozowisko, przemieszczamy się w inne miejsce i tak w kółko, aż urlop dobiegnie końca. Wędrując pieszo lub jeżdżąc rowerem, zauważa się więcej szczegółów, a wspomnienia miejsc wydają się pełniejsze. Spoglądając na świat zza szyby samochodu, jedynie ślizgamy się po jego powierzchni. A przecież po to wyjeżdżamy, by do głębi go doświadczyć.
Byłam naprawdę zła, że zabraliśmy na wakacje nasze rowery. Próbowałam przeciskać się między samochodami czekającymi w kolejce na prom, prowadząc dwa jednocześnie. Za mną, prawie ze łzami w oczach, moja siedmioletnia córka starała się opanować rower swój i brata. Zdecydowaliśmy się ściągnąć je z bagażnika i wprowadzić na prom, bo gdybyśmy zostawili na dachu samochodu, musielibyśmy zapłacić za bilet z Tallinna do Helsinek cenę jak za samochód dostawczy. Byłam skłonna uiścić opłatę nawet za ciężarówkę, gdy po raz kolejny stuknęłam kierownicą czyjeś lusterko. Ta historia nie skończyła się jednak po dotarciu, zgodnie z instrukcją pani z okienka, do początku kolejki.
– Macie bilety na rowery?
W odpowiedzi na pytanie popatrzyłam zdziwiona na pana pilnującego porządku. Cierpliwie tłumaczyłam całą sytuację. Że gdy kupowaliśmy bilety, pan w kasie poinformował nas, że być może będziemy proszeni o ściągnięcie rowerów.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Kamila Gruszka