okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2014 >> 6/2014 >> W cichym świecie trzytysięczników

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Wyprawa numeru >> Pireneje


W cichym świecie trzytysięczników

Szymon Rzeźwicki
Zjazd z Pic du Midi de Bigorre (2877 m n.p.m.) był wspaniałym przeżyciem, mimo że kosztował nas dużo wysiłku i naprawę koła

Sierpień 1998. Obrazek z wyjazdu do Hiszpanii, gdy byłem dzieckiem. Postój na parkingu w otoczeniu wielkich, osypujących się piarżysk. – To są Pireneje – mówił tata. Sierpień 2011. Saint-Jean-Pied-de-Port. Początek Camino de Santiago. Pireneje to nie tylko piarżyska, ale pejzaże nie z tej ziemi. Na horyzoncie wyłaniają się z chmur szare turnie. Czerwiec 2012. – Kupujemy? – Kupujemy. Katowice – Barcelona, 16 lipca – 8 sierpnia.

Zatrzymujemy się za zakrętem w drodze do El Pont de Suert. Za chwilę zza łuku wyjeżdża mocne, pojedyncze światło diodowe. – Więc nie tylko ja jestem taki szalony – zagaduje nas hiszpański rowerzysta, który podobnie jak my radzi sobie z upałem, jadąc po puściutkiej drodze o godzinie 23.
Prawie trzy tygodnie w Hiszpanii w środku lata. Na szczęście nie jest tak niegościnnie, jakby się mogło wydawać. Hektolitry wody, które wypijamy, uzupełniamy w kranach, które zawsze udaje się znaleźć w centrum miejscowości. Dzięki temu wodę kupujemy tylko raz, na początku wyjazdu, a zawsze jesteśmy w stanie przeżyć suszarkę. Suszarka to podmuchy wiatru o temperaturze wyższej niż temperatura ciała. Nie dają ulgi, a sprawiają, że półtoralitrową butelkę wody potrafimy opróżnić w czasie jednego postoju. Niestety, nie daje się jej uniknąć. Rozwiązaniem byłaby sjesta, ale tak naprawdę musiałaby ona trwać cztery, pięć godzin. Suszarka gnębi nas w Aragonii i Katalonii. Ponadto zdarzają się różne inne zjawiska, o które obwiniamy również wysokie temperatury. Po jednej z półgodzinnych popołudniowych drzemek brzeg przyjemnej rzeki, w której chłodzimy roztopioną czekoladę, oddala się od nas o ponad metr. Uwierzyłem w potęgę upału, choć mógł to być efekt regulacji wody w tamie, kilkanaście kilometrów wyżej. Kto wie... Dobrze, że nie porwało czekolady.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 



Zdjęcie: Szymon Rzeźwicki