okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2014 >> W krainie derkacza

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Beskid Niski


W krainie derkacza

Ewa Nowaczyk-Przybylak
Niełatwy, lecz bardzo widokowy podjazd na Ożenną, skąd rozpościera się fenomenalna panorama między innymi na Pacutovą i na Nad Tysowym

Beskid Niski zazwyczaj kojarzy się z cerkwiami, które są nieodłącznym elementem krajobrazu. Jednak dla mnie to królestwo łąk, pulsujące dźwiękami owadów i ptaków, jak również nieistniejący już świat Łemków – rdzennych mieszkańców tych ziem.

Jedno jest pewne: w Karpaty, a Beskid Niski jest jednym z karpackich pasm górskich (leży między Przełęczą Łupkowską na wschodzie a Tylicką na zachodzie), nie ma sensu jechać na początku czerwca. Cóż bowiem z tego, że jest pięknie, dziko i pusto (wakacje dopiero za pasem), kiedy leje i leje, i nawet najwięksi optymiści tracą wiarę w sens odbywanej podróży. To nasz trzeci pobyt w Karpatach w czerwcu i trzeci urlop, który mocno pokrzyżowały deszcze. Na 13 dni jazdy prawie połowa przypadła w deszczu (o niemal codziennych nocnych ulewach nie wspomnę), z tego przez trzy dni podróż w zasadzie była niemożliwa. Mimo to oddaliśmy walkowerem – po 16 kilometrach w ścianie deszczu – tylko jeden dzień, a cały wyjazd zaliczam do bardzo udanych.
 Beskid Niski cerkwią stoi. Ich różnorodność pod względem architektury, wystroju, historii sprawia, że nie nudzą się mimo liczby. Restaurowane z unijnych pieniędzy, odzyskują dawny sznyt. W większości są udostępnione dla zwiedzających w ramach projektu „Otwarty Szlak Architektury Drewnianej”. Obejrzeliśmy wszystkie, które pojawiły się w zasięgu naszych oczu i rowerów, jednak nie o cerkwiach będzie tekst, choć są one nieodłącznym elementem krajobrazu.
Sens włóczędze rowerowej nadają spotkania z ludźmi. Bez nich podróże są jałowe. Jana Hyrę, przewodnika, regionalistę z pasji i zawodu, spotykamy w XVII-wiecznej – uznawanej za jedną z najpiękniejszych w Polsce – dawnej łemkowskiej cerkwi greckokatolickiej św. Paraskewy w Kwiatoniu.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


 



Zdjęcie: Ewa Nowaczyk-Przybylak