okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2014 >> 6/2014 >> Czego ci ludzie się boją?

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Malezja, Singapur


Czego ci ludzie się boją?

Daria Grzybowska
Po wjeździe do Malezjii zniknęły buddyjskie świątynie, a pojawiły się meczety muzułmańskie

Po pięciu miesiącach podróży przekraczamy granicę nowego kraju. „Welcome to Malesia” – słyszymy z ust uśmiechniętych urzędników i już po przejechaniu paru kilometrów dostrzegamy coś nowego, co przez bardzo długi czas podróży było nam obce. Malezja różni się diametralnie od krajów, które wcześniej odwiedziliśmy.

Nagle pojawiają się dawno niewidziane markety z półkami zapełnionymi towarami, wieżowce, nowoczesność, duża liczba samochodów, które wyglądają tak, jakby dopiero wyjechały z salonu. I rzuca się w oczy bardzo wyraźna różnica w sposobie bycia ludzi. Nagle zniknął entuzjazm powitań i nieustanne „hello” – zastąpił je bardzo życzliwy dystans. Wiedzieliśmy, że w tym kraju dominuje islam, ale tak nagłego przeskoku się nie spodziewaliśmy. Zamiast buddyjskich świątyń meczety, zamiast mnichów kobiety ubrane w czadory. Czujemy się bardziej jak na Bliskim Wschodzie niż w jednym z krajów wschodnioazjatyckich. W sklepach prędzej kupię tysiące kolorowych chust niż zwykły T-shirt.
Po kilku dniach pedałowania docieramy do wyspy Penang, która połączona jest z lądem najdłuższym w Azji Południowo-Wschodniej mostem o długości 13 kilometrów. Jednak groźny wzrok policjanta, który widzi, że chcemy tam wjechać, mówi sam za siebie – nie wolno pokonać go rowerem, gdyż to część autostrady. Nie pozostaje nam nic innego jak skorzystać z promu, który bardzo sprawnie transportuje nas na drugą stronę. W głównym mieście na wyspie,
Georgetown, znajduje się dużo zabytków architektury oraz jedyny w swoim rodzaju kulinarny klimat, w którym kubki smakowe wręcz oszaleją z zachwytu. Malezyjski street food uchodzi za najlepszy na świecie. Tu od wielu wieków spotykają się kuchnie indyjska, chińska i japońska. Po powrocie z Tajlandii, której kuchnia zdecydowanie nie przypadła nam do gustu, możemy na nowo cieszyć się smakami.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”



Zdjęcie: Marcin Grzybowski