okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2014 >> 6/2014 >> Jacuś

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Jacuś

Sławomir Bajew
 

– I nie nudzi się tak panu jeździć ciągle tą samą trasą? – zaczepił mnie młodziak, którego często spotykałem na czerwonym przy dużym skrzyżowaniu. Pomyślałem, że pewnie jego codzienne deptanie nieciekawym ratajskim odcinkiem rowerowej ścieżki ku centrum nuży i albo szuka kompana do narzekania, albo motywacji do pokonywania rutyny i wsparcia. A może jakiś socjolog badania prowadzi? Może psychologię studiuje? Zwykle chętnie nawiązuję rozmowę i często wieńczę konwersację zawarciem nowych (żałuję niejednokrotnie, że przelotnych) znajomości. Ale kiedy jadę wolniej moje codzienne 25 kilometrów do pracy, i nieco brakuje mi czasu, bywam mało wylewny. Szczególnie jak na radiowca, który przecież – mówiąc – pracuje.
– Nie – rzucam chłodno i patrzę przed siebie, nie zaszczycając pytającego ani uśmiechem, ani spojrzeniem nawet. Pełna zima.
Zima  – rzec by można – profesjonalna.
– Bo mnie się nie nudzi – młody nie daje za wygraną.
– Aaa... – wypuszczam z siebie absolutnie graniczne minimum  dla podtrzymania konwersacji.
– Wie pan – młody najwyraźniej zbiera się do perory. – Codziennie, jak tylko wstaję...
W głowie mówię: – Kurde, Jacuś, czy jak tam masz, daj se siana, do roboty się spieszę! – A przez ściśnięte usta rzucam: – Zaraz będzie zielone!
Ale młody, nawet nie biorąc dłuższej przerwy na oddech i puszczając mimo uszu moją uwagę o zmianie świateł, zanim ona rzeczywiście nastąpiła (a chwilę to trwało), wtajemniczył mnie w swoje i swojej rodziny poranne rytuały. Dowiedziałem się, że Marlena (siostra młodego) też jeździ rowerem, ale ona nie tędy, że jest całkiem spoko, że jemu się nie nudzi, bo zawsze kogoś pozna, zaczepi, że droga ta sama, ale nie taka sama...
O ja cię, młody! Zielone. Całą ławą rzucają się na zebrę przechodnie i rowerzyści. Ja stoję.
– Zostaje pan!? – krzyczy młody.
Młody, ty mnie nie pytaj lepiej. Kim ty jesteś? Droga ta sama, ale nie taka sama! Człowieku, toż to kwintesencja sama rowerowego wędrowania w codzienności tych samych miejskich i podmiejskich ścieżek i szlaków. Co ty mnie pytasz, czy mi się nudzi? Właśnie uświadomiłeś mi, dlaczego mi się nie nudzi. Bo droga choć codziennie ta sama, każdego dnia jest inna. Ta sama, ale nie taka sama. Proste. Genialne. Jak miłość, która się nie nudzi karmiona pozornie taką samą papką bezbarwnej codzienności, w której jest wszakże zdrowa witamina czułych na siebie serc i dusz. To się nie nudzi, jak nie nudzi się codzienne umycie zębów, codzienny (najlepiej kilkakrotny) smaczny posiłek, codzienna rozmowa z przyjacielem, codzienne przytulenie i miłe słowo. Właśnie wepchnąłeś, młody, w owo koło cudownej codzienności aluminiowe cudo na dmuchanych kółkach. Umieściłeś rower wśród dzieł anielskich, uczyniłeś go narzędziem ocalenia dla coraz bardziej oddalającego się od siebie człowieka. Młody machnął ręką i spisał mnie na straty, bo właśnie chłopek na rowerze, ukazujący się w zielonych barwach na sygnalizatorze S-6, zaczął migać, po czym oblał się rumieńcem i znieruchomiał... I ja zastygłem wciąż w tym samym miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą zaczepiał mnie Jacuś (nie wiem, dlaczego go tak nazwałem). I obiecałem sobie, że jak spotkam Jacusia następnego dnia, albo później, to sam mu opowiem, że też od samego rana, jak tylko wstanę, myślę o stałej mojej drodze, codziennej drodze, że... Opowiem mu, co tylko zechce. Tylko, że do dziś go nie spotkałem. Przez skrzyżowanie przepuszcza mnie wciąż ten sam chłopek z sygnalizatora S-6, a ja żałuję, że byłem mrukiem wobec chłopca, który ukazał mi algorytm codzienności... Nic dwa razy się nie zdarza. Nawet gdybyś do końca życia codziennie jeździł do pracy tą
samą drogą.
Jacuś, jeśli to czytasz, zaczep mnie na skrzyżowaniu za Ratajami pod sygnalizatorem S-6. Ja ci chętnie na to pytanie odpowiem, ale najpierw podziękuję, że dałeś mi prostym słowem wielką siłę. Siłę, dzięki której bez nudy stawiam czoło nie tylko rowerowej codzienności. l

Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, w paśmie przedpołudniowym prowadzi Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy  bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.



Zdjęcie: Sławomir Bajew